możesz wesprzeć naszą pracę poprzez wpłatę dowolnej kwoty
vulvodynia.pl
strona główna/mapa strony/słowa kluczowe
Sierpień, 2008

„wiele kobiet myśli, że nikt poza nimi nie ma takich dolegliwości”

Roz­mowa z psy­cho­lo­giem zaj­mu­ją­cym się chro­nicz­nym bólem, w tym vulvo­dy­nią, auto­rem sze­regu badań na temat tej dole­gli­wo­ści, panem Mar­kiem Jan­to­sem.

Miko­łaj Czyż: Pań­skie zawo­dowe zain­te­re­so­wa­nia doty­czą lecze­nia kobiet, które cier­pią na dys­pa­reu­nię (ból pod­czas współ­ży­cia) i spe­cja­li­zuje się Pan w tym zagad­nie­niu już od 15 lat. Czy mógłby Pan nam powie­dzieć, w jaki spo­sób zain­te­re­so­wał się Pan tą kwestią?

Marek Jan­tos: Moje pierw­sze zetknię­cie z pro­ble­ma­tyką vulvo­dy­nii nastą­piło gdzieś w 199293 roku, kiedy pra­co­wa­łam jako psy­cho­log w rejo­no­wym szpi­talu w Kam­be­rze, w Austra­lii. W tam­tym okre­sie bar­dzo sku­pia­łem się na lecze­niu róż­nych chro­nicz­nych dole­gli­wo­ści bólo­wych. Było to powią­za­nie z moją pracą w dzie­dzi­nie onko­lo­gii. Spo­ty­ka­łem wielu spe­cja­li­stów medycz­nych z zakresu sek­su­al­no­ści, któ­rzy opo­wia­dali mi to tym, że pra­cują z wie­loma pacjent­kami cier­pią­cymi na chro­niczny ból w obsza­rze mied­nicy i ból pod­czas seksu, jed­nak lecze­nie medyczne – takie jak np. zastrzyki z Inter­fe­ro­nem, leki, lecze­nie chi­rur­giczne – nie przy­no­siło u tych kobiet poprawy. W rezul­ta­cie zosta­łem zapro­szony żeby dołą­czyć do zespołu tych spe­cja­li­stów i pró­bo­wać razem roz­wi­jać pro­ce­dury lecze­nia vulvo­dy­nii. Wtedy wła­śnie zaczą­łem pozna­wać coraz wię­cej pacjen­tek z takimi dole­gli­wo­ściami i prze­pro­wa­dzać bada­nia w tym obsza­rze. Otrzy­ma­łem wiele gran­tów ze szpi­tali, aby zagra­nicą badać zasto­so­wa­nia naszych pro­ce­dur przy lecze­niu vuvlo­dy­nii. Ta dzia­łal­ność stop­niowo tak się roz­wi­nęła, że przez te 15 lat mia­łem oka­zję leczyć praw­do­po­dob­nie mię­dzy 40005000 pacjen­tek cier­pią­cych na vulvo­dy­nię. Obec­nie widuję około 100 pacjen­tek miesięcznie.

Agnieszka Sera­fin: Czy mógłby Pan nam opo­wie­dzieć o meto­dzie, którą Pan sto­suje przy lecze­niu vulvodynii?

Marek Jan­tos: Moja metoda czę­ściowo roz­wi­nęła się z kon­tro­wer­sji z wcze­snych lat 1990-​​tych, kiedy to więk­szo­ści kobiet cier­pią­cych na te dole­gli­wo­ści mówiono, że ich pro­blem tak naprawdę jest psy­cho­lo­giczny. Kobiety czę­sto sły­szały, że „jeśli uda nam się roz­wią­zać pro­blem mię­dzy uszami, to pro­blem mię­dzy nogami sam się roz­wiąże”. To bar­dzo pry­mi­tywne podej­ście do symp­to­mów, które wywo­łują bar­dzo poważne psy­cho­lo­giczne cier­pie­nie.
Moje uprzed­nie doświad­cze­nia w lecze­niu chro­nicz­nego bólu zwią­zane były z uży­wa­niem EMG przy oce­nie dys­funk­cji mię­śni przy takich dole­gli­wo­ściach, jak napię­ciowe bóle głowy, ból gór­nej czę­ści ple­ców itp. Szybko zaczą­łem więc patrzeć na ten pro­blem z per­spek­tywy psy­cho­fi­zjo­lo­gicz­nej. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych roz­ma­wia­łem na ten temat z wie­loma oso­bami, w tym z pro­du­cen­tami i zaczę­li­śmy testo­wać uży­wa­nie sąd dopo­chwo­wych do oceny mię­śni w obrę­bie mied­nicy. I kiedy tylko roz­po­czę­li­śmy sto­so­wać EMG to oceny tych mię­śni to zaczą­łem dostrze­gać pewien wzo­rzec, który jest powszechny przy róż­nych chro­nicz­nych dole­gli­wo­ściach bólo­wych, a mia­no­wi­cie bar­dzo dys­funk­cyjne i hiper­ak­tywne mię­śnie, cha­rak­te­ry­zu­jące się hiper­to­nią. Te mię­śnie nie tylko wyka­zy­wały bar­dzo wysoki poziom napię­cia, ale także wysoką nie­sta­bil­ność, dużą podat­ność na podraż­nie­nia oraz wysoki poziom zmę­cze­nia.
1997 wraz z innym spe­cja­li­stą medycz­nym opu­bli­ko­wa­łem arty­kuł o uży­wa­niu EMG przy dia­gno­zo­wa­niu vulvo­dy­nii. I nadal zaj­muję się roz­wi­ja­niem pro­ce­dur lecze­nia, udo­sko­na­la­niem ich i rezul­taty takiego lecze­nia są teraz o wiele lep­sze niż jakich­kol­wiek innych metod lecze­nia vulvo­dy­nii, takich jak ope­ra­cje chi­rur­giczne, prze­pi­sy­wa­nie trój­pier­ście­nio­wych leków prze­ciw­de­pre­syj­nych itd. To jest obec­nie bar­dzo zaawan­so­wany rodzaj inter­wen­cji, który naprawdę przy­nosi takie rezul­taty, na jakie pacjentki liczą. Ale metoda ta musi być powią­zana z doradztwem/​psychoterapią, tera­pią sek­su­alną, nauką radze­nia sobie ze stre­sem oraz nauką tech­nik relak­sa­cyj­nych itp. W toku lecze­nia należy rów­nież zająć się wtó­rymi pro­ble­mami, takimi jak np. spa­dek libido i powią­za­nymi z nim trudnościami.

Agnieszka Sera­fin: Czy Pan pod­czas lecze­nia poru­sza te kwe­stie czy też zaj­muje się nimi inny specjalista?

Marek Jan­tos: To zależy od kon­kret­nego pro­blemu. W trak­cie tera­pii zwy­kle zauwa­żam te kwe­stie i mówię o nich. Jeśli wyma­gają jedy­nie pro­stej inter­wen­cji, to włą­czam je w tok lecze­nia. Nato­miast jeżeli w związku kobiety wystę­pują pro­blemy, które wyma­gają szcze­gól­nej uwagi to wysy­łam pacjentkę do tera­peuty lub psy­cho­loga. U nich kobieta może otrzy­mać pomoc w postaci tera­pii małżeńskiej.

Miko­łaj Czyż: Chcie­li­by­śmy rów­nież zadać ogólne pyta­nie doty­czące świa­do­mo­ści kwe­stii zwią­za­nych z bólem narzą­dów płcio­wych kobiet. Czy mógłby Pan powie­dzieć nam w jakim stop­niu takie dole­gli­wo­ści są roz­po­zna­wane w Austra­lii? Czy gine­ko­lo­dzy są kształ­ceni w tej dziedzinie?

Marek Jan­tos: Vulvo­dy­nia staje się coraz bar­dziej roz­po­zna­wana. W pew­nym stop­niu temat został spo­pu­la­ry­zo­wany przez media. Wiele cza­so­pism kobie­cych opi­sy­wało histo­rie cier­pią­cych kobiet. W jed­nym z odcin­ków serialu „Seks w wiel­kim mie­ście” wspo­mniano o vulvo­dy­nii i media pod­chwy­ciły temat, prze­pro­wa­dzono wiele wywia­dów…
Ale myślę, że więk­szość pro­fe­sjo­nal­nej wie­dzy na ten temat jest roz­po­wszech­niana na kon­fe­ren­cjach medycz­nych. Na bar­dzo wielu takich kon­fe­ren­cjach mia­łem oka­zję poru­szać tę kwe­stię. Spo­sób, w jaki wie­dza na temat vulvo­dy­nii stop­niowo się roz­po­wszech­nia jest sam w sobie cie­ka­wym zagad­nie­niem. Z pew­no­ścią coraz wię­cej publi­kuje się na ten temat, zwłasz­cza w ciągu ostat­nich 20 lat prze­pro­wa­dzono bar­dzo wiele badań doty­czą­cych vulvo­dy­nii. Sądzę, że to wła­śnie połą­cze­nie obec­no­ści w mediach i kon­fe­ren­cjach nauko­wych spo­wo­do­wało, że ludzie mają dużo więk­szą świa­do­mość ist­nie­nia tej cho­roby.
Z tego co wiem nie ma żadnych for­mal­nych szko­leń czy kur­sów na temat vulvo­dy­nii pod­czas stu­diów medycz­nych. A dole­gli­wo­ści te doty­czą tak wielu kobiet. Obec­nie sza­cuje się, że 16% ogól­nej popu­la­cji w jakimś momen­cie życia doświad­czy tego pro­blemu. Kiedy czło­wiek uświa­domi sobie, że to jest co szó­sta kobieta to staje się jasne, jak jest to poważna kwe­stia. Nie ist­nieje zbyt wiele innych gine­ko­lo­gicz­nych dole­gli­wo­ści, które są aż tak powszechne. Wyją­tek sta­no­wią tu uro­gi­ne­ko­lo­giczne pro­blemy takie jak nie­trzy­ma­nie moczu. Vulvo­dy­nia staje się zatem jed­nym z prio­ry­te­tów w dba­niu o zdro­wie kobiet i należy prze­zna­czyć jej wię­cej uwagi. W arty­kule, który opu­bli­ko­wa­łem w 2007 roku w Jour­nal of Repro­duc­tive Medi­cine opi­sa­łem fakt, że vulvo­dy­nia przede wszyst­kim dotyka młode kobiety. Liczba zacho­ro­wań jest naj­wyż­sza u kobiet przed 25-​​tym rokiem życia. Wcze­śniej pano­wało prze­ko­na­nie, że vulvo­dy­nia jest w jakiś spo­sób zwią­zana z meno­pauzą, jed­nak bada­nia wska­zują, że cho­rują na nią przede wszyst­kim młode kobiety, kobiety, które dopiero roz­po­czy­nają doro­słe życie i budo­wa­nie związ­ków. Więk­szość z nich nie uro­dziła jesz­cze dzieci. Myślę ponadto, że ten arty­kuł po raz pierw­szy una­ocz­nił fakt, że liczba zacho­ro­wań na vulvo­dy­nię rośnie oraz że cho­roba ta ma bar­dzo destruk­cyjny wpływ na życie spo­łeczne kobiet, ich sek­su­al­ność oraz związki.

Agnieszka Sera­fin: Nie jestem leka­rzem i muszę przy­znać, że trudno mi jest zro­zu­mieć dla­czego w więk­szo­ści kra­jów pro­ble­ma­tyka vulvo­dy­nii nie sta­nowi ele­mentu edu­ka­cji medycz­nej skoro sza­cuje się, iż dotyka ona aż tak wielu kobiet.

Marek Jan­tos: Zga­dza się. Wie­dza o vulvo­dy­nii prze­ka­zy­wana jest na razie wyłącz­nie wtedy, kiedy lekarz spe­cja­li­zu­jący się w tej dzie­dzi­nie czy ktoś taki jak ja zosta­nie zapro­szony do prze­pro­wa­dze­nia szko­le­nia pody­plo­mo­wego. W ostat­nim tygo­dniu pro­wa­dzi­łem wła­śnie takie szko­le­nie. Przed­sta­wi­łem pro­ble­ma­tykę vulvo­dy­nii leka­rzom będą­cych w trak­cie spe­cja­li­za­cji gine­ko­lo­gicz­nej oraz już prak­ty­ku­ją­cym gine­ko­lo­gom. Na razie jed­nak nie ma for­mal­nych kur­sów na ten temat pod­czas stu­diów medycz­nych.
Kiedy mówię, że pro­blem ten dotyka 16% kobiet to chciał­bym pod­kre­ślić, że na przy­kład w nie­któ­rych kli­ni­kach w Szwe­cji odno­to­wano czę­stość zacho­ro­wań w wyso­ko­ści 34% pośród nasto­la­tek i mło­dych kobiet. To jest nie­sły­chane, jak bar­dzo pro­blem ten staje się powszechny i roz­pacz­li­wie wymaga uwagi.

Agnieszka Sera­fin: Następne pyta­nie doty­czy cho­ru­ją­cych kobiet. Rezul­taty Pań­skich badań poka­zują, że czyn­niki emo­cjo­nalne są zwią­zane z bólem pochwy i vulvy. Jakie jest Pań­skie spoj­rze­nie na tę kwestię?

Marek Jan­tos: W prze­szło­ści, we freu­dow­skim uję­ciu psy­cho­ana­li­tycz­nym takie pro­blemy przy­pi­sy­wało się zabu­rze­niom lęko­wym. Zwłasz­cza kobiety były uznane za histe­ryczne. Uwa­żano, że tego typu bóle są po pro­stu mani­fe­sta­cją histe­rii. Takie myśle­nie było błędne i bar­dzo nie­spra­wie­dliwe. W latach 50-​​tych, a także póź­niej­szych, więk­szość pacjen­tek cier­pią­cych na vulvo­dy­nię była trak­to­wana jako osoby cier­piące na zabu­rze­nia psy­chia­tryczne. Ze względu na dowody orga­niczne, które udało nam się przed­sta­wić, stało się jasne, że vulvo­dy­nia nie jest żadnym zabu­rze­niem psy­chia­trycz­nym.
Cie­kawą kwe­stię sta­nowi fakt, że kiedy patrzy się ogól­nie na chro­niczne zabu­rze­nia bólowe – i nie ma tu zna­cze­nia czy mówimy o chro­nicz­nym bólu ple­ców czy też o innej czę­ści ciała – jedną ze zmien­nych, która czę­sto uka­zuje się jako bar­dzo powią­zana z nasi­le­niem symp­to­mów jest lęk oraz myśle­nie kata­stro­ficzne. W wielu bada­niach kore­la­cja ta kon­se­kwent­nie oka­zuje się być bar­dzo istotna we wszyst­kich chro­nicz­nych zabu­rze­niach bólo­wych. W arty­kule, który opu­bli­ko­wa­łem w tym roku przyj­rza­łem się zależ­no­ści mię­dzy lękiem i nasi­le­niem bólu i odkry­łem, że to powią­za­nie ist­nieje, ale nie jest bar­dzo silne. Ale wiem na pod­sta­wie doświad­czeń z pacjent­kami, które leczę, że wiele spo­śród nich spra­wia wra­że­nie osób wyjąt­kowo podat­nych na stres. Nato­miast w moim arty­kule z 1997 roku dosze­dłem do wnio­sku, że pewna liczba kobiet cier­pią­cych na vulvo­dy­nię wyka­zy­wała wyjąt­kowo wyso­kie wyniki na skali per­fek­cjo­ni­zmu – były ogrom­nymi per­fek­cjo­nist­kami. Więc część z ich stre­sów wyni­kała z wewnętrz­nych uwa­run­ko­wań, same je w pew­nym sen­sie wytwa­rzały. Ponadto miały ten­den­cje do uwew­nętrz­nia­nia zewnętrz­nych stre­sów poprzez napi­na­nie mię­śni. Uwa­żam zatem, że część napię­cia mię­śni w obrę­bie dna mied­nicy może rów­nież mieć pewien bar­dzo wyraźny wymiar emo­cjo­nalny. Nie­wąt­pli­wie duża część aktyw­no­ści naszych mię­śni wynika z naszych sta­nów emo­cjo­nal­nych. Napię­cie mię­śni dna mied­nicy z pew­no­ścią w pew­nym stop­niu odzwier­cie­dla napię­cie emo­cjo­nalne, napię­cie zwią­zane ze stre­sem, jak rów­nież napię­cie wyni­ka­jące z bar­dziej fizycz­nych, orga­nicz­nych źródeł. To powią­za­nie na pewno ist­nieje i dla­tego tak ważne jest, żeby udo­stęp­nić tym pacjent­kom pewne umie­jęt­no­ści i narzę­dzia konieczne do radze­nia sobie ze stresem.

Agnieszka Sera­fin: Chcie­li­by­śmy też zapy­tać o pacjentki, które zostały wyle­czone. Czy kobiety, które cier­piały na vulvo­dy­nię i dzięki lecze­niu pozbyły się bólu wciąż róż­nią się pod wzglę­dem emo­cjo­nal­nym od kobiet, które nigdy nie cho­ro­wały? Jakie są Pań­skie doświad­cze­nia w tej kwe­stii? Czy na przy­kład poziom lęku bądź wystę­po­wa­nie depre­sji róż­nią te kobiety od reszty populacji?

Marek Jan­tos: Kiedy pacjentki cho­ru­jące na vulvo­dy­nię wypeł­niają testy psy­cho­lo­giczne to uzy­skują wyż­sze niż prze­ciętne wyniki pod wzglę­dem nasi­le­nia lęku. Doty­czy to zarówno lęku jako cechy, jak i lęku jako stanu. Więc nie cho­dzi tu jedy­nie o ich chwi­lowy stan emo­cjo­nalny, ale rów­nież o cechy oso­bo­wo­ściowe. Moja tera­pia nie jest skie­ro­wana na zmianę oso­bo­wo­ści i takie zmiany zapewne nie nastę­pują. Ale to, czym się zaj­mu­jemy to poma­ga­nie pacjent­kom w tym, aby roz­wi­nęły świa­do­mość napię­cia mię­śni oraz nauczyły się, w jaki spo­sób można sobie lepiej z nim radzić. Uczymy pacjentki oddzie­lić stres od napię­cia mię­śni. Cho­dzi o to, żeby nie reago­wały zawsze poprzez zaci­ska­nie i napi­na­nie mię­śni w taki spo­sób, jak to robiły w prze­szło­ści. Czę­sto mówię do moich pacjen­tek: „To jest podobne do napię­cio­wego bólu głowy, tylko że umiej­sco­wione jest w obrę­bie mied­nicy. Jeśli czło­wiek nie zaj­mie się napię­ciem w gór­nej czę­ści ramion to napię­ciowe bóle głowy nie miną. W przy­padku mię­śni dna mied­nicy mecha­nizm jest taki sam”. Więk­szość pacjen­tek z cza­sem zyskuje dużą świa­do­mość tej kwe­stii i są tak dobrze w sta­nie pano­wać nad pozio­mem napię­cia mię­śni, że bar­dzo, bar­dzo rzadko poja­wiają się nawroty dole­gli­wo­ści. Ale jest to kwe­stia cią­głej dba­ło­ści, a nie jed­no­ra­zo­wego rozwiązania.

Miko­łaj Czyż: Czy dys­po­nuje Pan danymi doty­czą­cymi tego, u jak wielu kobiet po zakoń­czo­nym lecze­niu nastę­puje nawrót dolegliwości?

Marek Jan­tos: To jest bar­dzo mały pro­cent. Ponad 90% kobiet podej­muje sek­su­alną aktyw­ność i nie odczuwa bólu. Pacjentki, które nie pozby­wają się cał­ko­wi­cie bólu to zwy­kle osoby, które cier­pią także na inne, powią­zane, medyczne dole­gli­wo­ści. Cza­sami są to na przy­kład pro­blemy hor­mo­nalne. Bar­dzo wiele cho­rób współ­wy­stę­puje z vulvo­dy­nią. Wystę­po­wa­nie Śród­miąż­szo­wego Zapa­le­nia Pęche­rza oraz innych bole­snych symp­to­mów zwią­za­nych z ukła­dem moczo­wym jest bar­dzo czę­ste wśród pacjen­tek cho­ru­ją­cych na vulvo­dy­nię. Inte­re­su­jący jest jed­nak fakt, że kiedy leczymy pacjentki na vulvo­dy­nię i reha­bi­li­tu­jemy mię­śnie dna mied­nicy to wiele innych symp­to­mów rów­nież ustępuje.

Agnieszka Sera­fin: Czy według Pań­skiego doświad­cze­nia lecze­nie pod­typu vulvo­dy­nii zwa­nego do nie­dawna vulvo­dy­nią wła­ściwą oraz lecze­nie vesti­bu­lo­dy­nii są podobne czy też się różnią?

Marek Jan­tos: Obec­nie sto­suje się kla­sy­fi­ka­cję, zgod­nie z którą dzieli się vulvo­dy­nię na uogól­nioną i zlo­ka­li­zo­waną. W przy­padku vulvo­dy­nii zlo­ka­li­zo­wa­nej cho­dzi albo o vesti­bu­lo­dy­nię – kiedy ból umiej­sco­wiony jest w przed­sionku pochwy – lub cli­to­ro­dy­nię, w któ­rej bole­sne są tkanki łech­taczki. Te dwa typy zlo­ka­li­zo­wa­nej vulvo­dy­nii są naj­czę­ściej roz­po­zna­wane. Vulvo­dy­nia uogól­niona wydaje się doty­czyć całego obszaru vulvy – nad­wraż­li­wość wystę­puje od wzgórka łono­wego aż do kro­cza i odbytu. Taki jest sys­tem kla­sy­fi­ka­cji. Nie­które pacjentki odczu­wają palący ból cewki moczo­wej. Z jakie­goś powodu brak oddziel­nej kla­sy­fi­ka­cji takich dole­gli­wo­ści. Ale mecha­nizm leżący u pod­łoża wszyst­kich tych chro­nicz­nych dole­gli­wo­ści bólo­wych jest praw­do­po­dob­nie dokład­nie taki sam, więc jeśli cho­dzi o lecze­nie jest ono bar­dzo podobne. Mógł­bym tutaj przed­sta­wić dokład­niej­szy opis, ale być może sta­łoby się to zbyt szcze­gó­łowe. Przed­sta­wione zostały teraz dowody na to, że pewna grupa dole­gli­wo­ści bólo­wych w cewce moczo­wej oraz w łech­taczce może być powo­do­wana przez mięśniowo-​​powięziowe punkty spu­stowe (myofa­scial trig­ger points) umiej­sco­wione w szcze­gól­nych obsza­rach mię­śni dna mied­nicy, ale to już są szczegóły.

Agnieszka Sera­fin: Chcia­ła­bym zadać pyta­nie doty­czące ogól­nego nasta­wie­nia jakie panuje w Austra­lii do kwe­stii sek­su­al­no­ści, cie­le­sno­ści i bólu. Jak Pan je postrzega?

Marek Jan­tos: W tych kwe­stiach Austra­lia jest bar­dzo otwar­tym, libe­ral­nym kra­jem. Ludzie czują się o wiele swo­bod­niej jeśli cho­dzi o roz­ma­wia­nie na temat sek­su­al­no­ści i związ­ków. Więc kiedy pacjentki przy­cho­dzą na kon­sul­ta­cje i wizyty, to jeśli tylko czują, że mogą zaufać tera­peu­cie i jego wie­dzy na temat tych dole­gli­wo­ści to są bar­dzo otwarte w roz­ma­wia­niu o swo­jej sek­su­al­no­ści. I to jest konieczne, ponie­waż pacjentki muszą czuć się na tyle swo­bod­nie, żeby móc szcze­gó­łowo opi­sać symp­tomy, któ­rych doświad­czają. Zda­rzają się kwe­stie, które cza­sami nie­chęt­nie poru­szają. Cza­sami pacjentki mają bar­dzo małą wie­dzę doty­czącą wła­snej ana­to­mii i to stwa­rza pro­blem, bo nie wie­dzą tak naprawdę jak opi­sać swoje dole­gli­wo­ści. Więc cza­sami potrzebne jest prze­ka­za­nie koniecz­nej wie­dzy, ale ogól­nie pacjentki chęt­nie opo­wia­dają o swo­ich pro­ble­mach. Czę­sto posłu­guję się kwe­stio­na­riu­szami, w któ­rych kobiety mają moż­li­wość zazna­czać kon­kretne odpo­wie­dzi i to rów­nież uła­twia im komu­ni­ka­cję.
Ogól­nie Austra­lia jest bar­dzo otwar­tym kra­jem, jeśli cho­dzi o dys­ku­to­wa­nie kwe­stii zwią­za­nych z sek­su­al­no­ścią. Z dru­giej jed­nak strony wiem, że ist­nieją wyniki badań świad­czące o tym, że wielu leka­rzy nie czuje się kom­for­towo roz­ma­wia­jąc na tematy sek­su­alne. A jeśli lekarz nie jest wystar­cza­jąco otwarty i gotowy usły­szeć zgła­szane przez pacjentkę pro­blemy to ist­nieje duże ryzyko, że może je zlek­ce­wa­żyć i w toku lecze­nia nie zająć się nimi w spo­sób efektywny.

Miko­łaj Czyż: Nasze ostat­nie pyta­nie doty­czy tego, jakie są Pań­skie przy­pusz­cze­nia, ile kobiet cier­pią­cych na vulvo­dy­nię nie decy­duje się szu­kać pomocy? W jaki spo­sób ta cho­roba wpływa na zdol­ność dba­nia o sie­bie, bycia aktywną w poszu­ki­wa­niu lecze­nia i w pro­ce­sie zdrowienia?

Marek Jan­tos: Nie­stety, bar­dzo smutne wyniki badań świad­czą o tym, że praw­do­po­dob­nie około 60% pacjen­tek cier­pią­cych na te dole­gli­wo­ści nie szuka pomocy. Wiemy to na pod­sta­wie ogrom­nego bada­nia prze­pro­wa­dzo­nego przez dr Har­lowa z Uni­wer­sy­tetu Har­warda, który zba­dał próbę 5000 kobiet w oko­li­cach Bostonu.
Myślę, że praw­do­po­dob­nie ist­nieje wiele powo­dów takiego stanu rze­czy. Cza­sami jest to kwe­stia wstydu. Cza­sami kobiety nie zdają sobie sprawy z tego jak powszechne są to dole­gli­wo­ści i myślą, że tylko one na nie cier­pią. Nie­które kobiety już od dzie­ciń­stwa odczu­wają ból w oko­licy kro­cza. Leczy­łem kobiety, które mówiły mi o tym, że począ­tek ich symp­to­mów miał miej­sce, kiedy miały 8 czy 9 lat i po pro­stu zaak­cep­to­wały fakt, że są inne, że tylko one na świe­cie cier­pią w ten spo­sób. I posta­no­wiły żyć z tym bólem nikomu o nim nie mówiąc. Nie­które kobiety uni­kają związ­ków ponie­waż wie­dzą, że ich dole­gli­wo­ści będą bar­dzo utrud­niać rela­cje sek­su­alne. Bar­dzo duży odse­tek tych kobiet nie­stety posta­na­wia nie mówić o swo­ich dole­gli­wo­ściach i nie szuka wcale pomocy. Jeśli spoj­rzy się na inne dole­gli­wo­ści to zacho­dzi bar­dzo podobna sytu­acja – na przy­kład bar­dzo duży odse­tek kobiet mają­cych pro­blemy z nie­trzy­ma­niem moczu też ukrywa swój pro­blem z powodu wstydu i nie szuka pomocy.
Ale im wię­cej się mówi o vulvo­dy­nii, tym wię­cej kobiet będzie miało odwagę ujaw­nić swoje pro­blemy. Ostat­nio leczy­łem młodą kobietę, która w toku tera­pii wzięła urzą­dze­nie do bio­fe­ed­backu do domu. Kiedy jej star­sza sio­stra przy­pad­kowo zoba­czyła jak ćwiczy zapy­tała, co robi. Wtedy moja pacjentka opo­wie­działa jej o swo­ich dole­gli­wo­ściach i o lecze­niu. Na co star­sza sio­stra odrze­kła „ja mam dokład­nie taki sam pro­blem!” Więc leczy­łem obie sio­stry. I to co było nie­sa­mo­wite, to fakt, że rok po zakoń­cze­niu lecze­nia ich matka zadzwo­niła do mnie i powie­działa: „Mam jesz­cze jedną córkę, która ma tylko 16 lat i nie mogę w to uwie­rzyć, ale ona też ma te symp­tomy”. Więc w tym domu żyły trzy dziew­czyny i żadna z nich nie wie­działa, że pozo­stałe cier­pią na takie same dole­gli­wo­ści. A wyda­wa­łoby się, że przy­naj­mniej sio­stry powinny ze sobą roz­ma­wiać na takie tematy.
Jest duża nie­chęć do mówie­nia o vulvo­dy­nii, lęk, zawsty­dze­nie zwią­zane z tą cho­robą, ponie­waż ma ona nega­tywny wpływ na obraz wła­snej osoby, na poczu­cie kobie­co­ści. Myślę, że dla­tego wiele kobiet nie chce o tym mówić i zamiast tego pró­buje dosto­so­wać się poprzez uni­ka­nie związ­ków i intym­no­ści. To jest wielka szkoda. Ale myślę, że im bar­dziej wprost się dys­ku­tuje o tej cho­ro­bie, tym wię­cej osób będzie szu­kało pomocy.

A. Sera­fin i M. Czyż: Dzię­ku­jemy bardzo.

 

Marek Jantos Marek Jan­tos jest psy­cho­lo­giem oraz zało­ży­cie­lem Insty­tutu Medy­cyny Beha­wio­ral­nej, któ­rym kie­ruje od 1997 roku. Spe­cja­li­zuje się m.in. w lecze­niu chro­nicz­nego bólu. Posiada wie­lo­let­nie doświad­cze­nie w pracy z kobie­tami cier­pią­cymi na dys­pa­reu­nię. Jest auto­rem sze­regu publi­ka­cji i badań na temat vulvo­dy­nii oraz wykła­dowcą na Wydziale Psy­cho­lo­gii Uni­wer­sy­tetu Ade­lajdy w Austra­lii. Uro­dzony w Polsce.

zapra­szamy do komen­to­wa­nia i dys­ku­sji na forum
deliciousdigggooglestumbleuponwykop