dbając o siebie podczas burzy – czyli o tym, co można robić, by mimo choroby cieszyć się życiem
Chorujesz od wielu miesięcy czy lat, ból albo lęk przed bólem towarzyszy Ci prawie stale, znikąd nie widzisz pomocy, nikt Ci do końca nie wierzy, że jest aż tak źle, czujesz się jak w jakimś koszmarnym śnie, tyle, że jakoś nie możesz się obudzić… Chciałabym, żeby poniższy tekst stanowił jakąś iskierkę nadziei, garść pomysłów i inspiracji do tego, jak mimo wszystko można sobie pomagać, albo chociaż, żeby stanowił dowód na to, że nie jesteś w tym sama, że bardzo wiele innych kobiet zmaga się z podobnym cierpieniem i strachem.
Długotrwały ból zawsze ma ogromny wpływ na nasze życie. Ból w intymnych miejscach jest dodatkowo trudnym doświadczeniem, bo tak ciężko o tym mówić, nie zawsze się chce, bo to przecież dotyczy tak bardzo delikatnych tematów… Poza tym ma on prawie zawsze dramatyczny wpływ na nasze życie intymne i seksualność. A kiedy – a tak niestety zwykle nadal się u nas dzieje – prawie nikt w niego nie wierzy, kiedy chodzisz od specjalisty do specjalisty i nie tylko nie otrzymujesz pomocy, ale często nawet jakiegoś podstawowego szacunku to sytuacja staje się nie do wytrzymania. Ale wierzę, że zawsze istnieje jakaś możliwość pomagania sobie, walki o siebie, dbania… Dlatego chciałabym poniżej napisać o kilku zagadnieniach, które często stanowią wyzwanie przy tego typu dolegliwościach. Zwykle w swoich tekstach odnoszę się do vulvodynii, bo jest mi ona po prostu najlepiej znana, ale im dłużej zajmuję się tym tematem, tym bardziej widzę, że bardzo podobne przeżycia i uczucia są udziałem osób cierpiących na wiele innych długotrwałych dolegliwości, np. w obrębie miednicy (śródmiąższowego zapalenia pęcherza, przewlekłych infekcji ginekologicznych, coccodyni, endometriozy itd.), a po części także pochwicy i innych trudności seksualnych.
Kiedy piszę o tym, w jaki sposób można dbać o siebie zmagając się z tak trudnymi dolegliwościami nie opieram się jedynie na teoretycznej wiedzy psychologicznej, ale przede wszystkim na moim własnym doświadczeniu, a także na doświadczeniach kobiet, z którymi pracuję jako psychoterapeutka. Ja sama zmagam się z objawami vulvodynii od ponad dziesięciu lat (przy czym diagnozę – a tym samym uznanie z zewnątrz, że „naprawdę coś mi jest” – uzyskałam dopiero w zeszłym roku). Przeszłam już wiele etapów radzenia (i „nieradzenia”) sobie z tą chorobą i wiem, z jakim się wiąże cierpieniem, lękiem i poczuciem osamotnienia. Wiem także, że przebyłam ogromną drogę i że mogę dziś spokojnie powiedzieć, że pomimo tego, że czasami jest mi bardzo ciężko i że oczywiście nigdy nie polubię bólu to czuję się (zazwyczaj :)) dobrze ze sobą, ze swoją kobiecością, z tym, jak bardzo próbuję wynieść coś cennego z tej choroby. I cieszę się bardzo, że może to też być pomocne dla innych kobiet.
Chciałabym w tym miejscu podziękować z całego serca Mikołajowi, który zarówno wkłada niesamowitą ilość zaangażowania, pracy, innowacji, mądrości i wrażliwości w ten serwis i wspieranie chorujących kobiet i ich partnerów, jak również w naszym codziennym życiu wciąż mi pokazuje, że bliskość i radość można przeżywać nawet w bardzo trudnych chwilach.
***
Często różne osoby pytają nas, na czym właściwie polega praca psychologiczna z kobietami, których ból jest przecież przede wszystkim fizyczny. Poniżej zamieszczam zatem krótką listę obszarów, o które według mojego doświadczenia naprawdę warto zadbać, by pomóc sobie, gdy się choruje na vulvodynię i inne podobne dolegliwości. Oczywiście każda osoba jest niepowtarzalna i zmaga się z własnymi wyzwaniami i własną drogą życiową, potraktujcie zatem proszę te punkty bardziej jako pewne pomysły, niż zamkniętą i dookreśloną listę:
jak dbać o siebie, kiedy boli?
Wydawałoby się, że kiedy nas boli, to robimy wszystko, żeby sobie pomóc. Ale często tak się nie dzieje. Bardzo wiele kobiet cierpiących na długotrwałe dolegliwości ginekologiczne zmaga się z ogromnym poczuciem wstydu, a nawet winy. Często przyczyniają się do tego niestety inne osoby, kiedy nie wierzą w realność tego bólu nazywając go „histerycznym” itd. Wywołuje to ogromny smutek, ale też często dużą bierność i rezygnację, poczucie braku nadziei. Bardzo wiele kobiet mimo cierpienia zmusza się do wielu rzeczy i próbuje przed wszystkimi – nawet przed sobą samą – ukrywać swój ból. Uczenie się, jak być łagodną wobec siebie, kiedy boli, a jednocześnie aktywną i zdecydowaną w poszukaniu ulgi i pomocy to jedno z największych wyzwań w tej sytuacji. Ale – niewielu rzeczy jestem w życiu tak bardzo pewna jak tego – jest to wyzwanie, które naprawdę warto podjąć.
radzenie sobie z poczuciem paniki
Ból związany z vulvodynią i innymi podobnymi dolegliwościami jest zwykle bardzo uporczywy i intensywny. Kiedy boli Cię i boli, a jednocześnie nie wiesz do końca co Ci jest i inni też tego nie wiedzą (albo co gorsza uważają, że „nic”) to bardzo trudno jest zachować spokój. Bardzo wiele kobiet mówi, że zmagają się z poczuciem paniki, że chcą „by ktokolwiek je wyleczył, w jakikolwiek sposób, że już nie wytrzymają nawet sekundy dłużej”. Jest to oczywiście w pełni zrozumiałe, ale odcina nas od naszej wewnętrznej intuicji, od tego głosu w nas, który jest w stanie nam w tej sytuacji pomóc. Wierzę, że same gdzieś głęboko w środku przeczuwamy, co to znaczy odnosić się do siebie z szacunkiem, jakie osoby też się tak do nas odnoszą, które podejścia i metody są nam w stanie pomóc wyzdrowieć lub chociaż poczuć się lepiej. Z własnego doświadczenia wiem, że czasami dojście to takiego miejsca wymaga dużo czasu i wysiłku, ale szukanie go ma sens, bo daje nadzieję i kontaktuje nas z naszą wewnętrzną siłą. A kiedy zaczynamy siebie w ten sposób słuchać to możemy aktywnie przyczyniać się do tego, by same sobie też pomagać.
szukanie pomocy
Vulvodynia jest u nas nie tylko chorobą nieznaną, ale kobiety zmagające się (z jakiegokolwiek powodu) z przewlekłymi bólami pochwy bardzo często spotykają się też z wyjątkowo złym traktowaniem i bagatelizowaniem ich dolegliwości. Obawiam się, że zmiana tej sytuacji wymaga jeszcze wiele czasu. Czuję wokół tego morze złości, ale wiem też, że samą złością – choć bardzo naturalną i potrzebną – niewiele można zdziałać. Wiem również, że to, co samej można robić to nazywać rzeczy po imieniu, a także szukać w sobie samej siły i odwagi, by walczyć o siebie. Stań po swojej stronie. Nie pozwalaj, by ktoś Cię źle traktował. Nie jest to łatwe zadanie – zwłaszcza, jeśli chodzi o konfrontację z pewnymi siebie specjalistami – ale ostatecznie ekspertem w Twojej sprawie jesteś również Ty sama. Szukaj pomocy i mocy tam, gdzie możesz i gdzie czujesz, że jest to dla Ciebie dobre.
kobiecość to wiele więcej niż „sprawność seksualna”
Chroniczne dolegliwości ginekologiczne często powodują, że kobiety czują się „mniej kobiece”, czują się również winne wobec swoich partnerów. Seks wiąże się z problemami i bólem. Bardzo trudno jest żyć w ten sposób.
Bardzo pomocne może w takich sytuacjach być zadawanie sobie pytań, które stanowią pewną przeciwwagę wobec autokrytyki i poczucia rezygnacji. Oto kilka z moich ulubionych przykładów:
- Co to dla Ciebie znaczy być kobietą?
- Co jest w tym ważnego, cennego, trudnego?
- Jeśli chcesz to w jaki sposób możesz świętować swoją kobiecość pomimo tego, że przeżywasz teraz tak trudny okres?
- Czego pragniesz, za czym tęsknisz, w co wierzysz?
- Na czym Ci najbardziej zależy w związku czy w kontaktach z innymi? Czy walczysz o to? W jaki sposób mogłabyś to robić?
***
Więcej na temat każdego z wyżej opisanych punktów, a także innych ważnych psychologicznych aspektów radzenia sobie z chorobą będziemy stopniowo pisali w ciągu najbliższych miesięcy. Jeśli macie jakiekolwiek refleksje czy pomysły to dajcie proszę znać, tak, by poruszane tu tematy były jak najbliższe Waszym doświadczeniom. Zapraszam też – jak zwykle – do dyskusji na forum.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka

wysyłanie ...



