możesz wesprzeć naszą pracę poprzez wpłatę dowolnej kwoty
vulvodynia.pl
strona główna/mapa strony/słowa kluczowe
Luty, 2009

dbając o siebie podczas burzy – czyli o tym, co można robić, by mimo choroby cieszyć się życiem

Cho­ru­jesz od wielu mie­sięcy czy lat, ból albo lęk przed bólem towa­rzy­szy Ci pra­wie stale, zni­kąd nie widzisz pomocy, nikt Ci do końca nie wie­rzy, że jest aż tak źle, czu­jesz się jak w jakimś kosz­mar­nym śnie, tyle, że jakoś nie możesz się obu­dzić… Chcia­ła­bym, żeby poniż­szy tekst sta­no­wił jakąś iskierkę nadziei, garść pomy­słów i inspi­ra­cji do tego, jak mimo wszystko można sobie poma­gać, albo cho­ciaż, żeby sta­no­wił dowód na to, że nie jesteś w tym sama, że bar­dzo wiele innych kobiet zmaga się z podob­nym cier­pie­niem i strachem.

Dłu­go­trwały ból zawsze ma ogromny wpływ na nasze życie. Ból w intym­nych miej­scach jest dodat­kowo trud­nym doświad­cze­niem, bo tak ciężko o tym mówić, nie zawsze się chce, bo to prze­cież doty­czy tak bar­dzo deli­kat­nych tema­tów… Poza tym ma on pra­wie zawsze dra­ma­tyczny wpływ na nasze życie intymne i sek­su­al­ność. A kiedy – a tak nie­stety zwy­kle nadal się u nas dzieje – pra­wie nikt w niego nie wie­rzy, kiedy cho­dzisz od spe­cja­li­sty do spe­cja­li­sty i nie tylko nie otrzy­mu­jesz pomocy, ale czę­sto nawet jakie­goś pod­sta­wo­wego sza­cunku to sytu­acja staje się nie do wytrzy­ma­nia. Ale wie­rzę, że zawsze ist­nieje jakaś moż­li­wość poma­ga­nia sobie, walki o sie­bie, dba­nia… Dla­tego chcia­ła­bym poni­żej napi­sać o kilku zagad­nie­niach, które czę­sto sta­no­wią wyzwa­nie przy tego typu dole­gli­wo­ściach. Zwy­kle w swo­ich tek­stach odno­szę się do vulvo­dy­nii, bo jest mi ona po pro­stu naj­le­piej znana, ale im dłu­żej zaj­muję się tym tema­tem, tym bar­dziej widzę, że bar­dzo podobne prze­ży­cia i uczu­cia są udzia­łem osób cier­pią­cych na wiele innych dłu­go­trwa­łych dole­gli­wo­ści, np. w obrę­bie mied­nicy (śród­miąż­szo­wego zapa­le­nia pęche­rza, prze­wle­kłych infek­cji gine­ko­lo­gicz­nych, coc­co­dyni, endo­me­triozy itd.), a po czę­ści także pochwicy i innych trud­no­ści seksualnych.

Ilustracja: spacer brzegiem oceanuKiedy piszę o tym, w jaki spo­sób można dbać o sie­bie zma­ga­jąc się z tak trud­nymi dole­gli­wo­ściami nie opie­ram się jedy­nie na teo­re­tycz­nej wie­dzy psy­cho­lo­gicz­nej, ale przede wszyst­kim na moim wła­snym doświad­cze­niu, a także na doświad­cze­niach kobiet, z któ­rymi pra­cuję jako psy­cho­te­ra­peutka. Ja sama zma­gam się z obja­wami vulvo­dy­nii od ponad dzie­się­ciu lat (przy czym dia­gnozę – a tym samym uzna­nie z zewnątrz, że „naprawdę coś mi jest” – uzy­ska­łam dopiero w zeszłym roku). Prze­szłam już wiele eta­pów radze­nia (i „nie­ra­dze­nia”) sobie z tą cho­robą i wiem, z jakim się wiąże cier­pie­niem, lękiem i poczu­ciem osa­mot­nie­nia. Wiem także, że prze­by­łam ogromną drogę i że mogę dziś spo­koj­nie powie­dzieć, że pomimo tego, że cza­sami jest mi bar­dzo ciężko i że oczy­wi­ście nigdy nie polu­bię bólu to czuję się (zazwy­czaj :)) dobrze ze sobą, ze swoją kobie­co­ścią, z tym, jak bar­dzo pró­buję wynieść coś cen­nego z tej cho­roby. I cie­szę się bar­dzo, że może to też być pomocne dla innych kobiet.

Chcia­ła­bym w tym miej­scu podzię­ko­wać z całego serca Miko­ła­jowi, który zarówno wkłada nie­sa­mo­witą ilość zaan­ga­żo­wa­nia, pracy, inno­wa­cji, mądro­ści i wraż­li­wo­ści w ten ser­wis i wspie­ra­nie cho­ru­ją­cych kobiet i ich part­ne­rów, jak rów­nież w naszym codzien­nym życiu wciąż mi poka­zuje, że bli­skość i radość można prze­ży­wać nawet w bar­dzo trud­nych chwilach.

***

Czę­sto różne osoby pytają nas, na czym wła­ści­wie polega praca psy­cho­lo­giczna z kobie­tami, któ­rych ból jest prze­cież przede wszyst­kim fizyczny. Poni­żej zamiesz­czam zatem krótką listę obsza­rów, o które według mojego doświad­cze­nia naprawdę warto zadbać, by pomóc sobie, gdy się cho­ruje na vulvo­dy­nię i inne podobne dole­gli­wo­ści. Oczy­wi­ście każda osoba jest nie­po­wta­rzalna i zmaga się z wła­snymi wyzwa­niami i wła­sną drogą życiową, potrak­tuj­cie zatem pro­szę te punkty bar­dziej jako pewne pomy­sły, niż zamkniętą i dookre­śloną listę:

jak dbać o siebie, kiedy boli?

Wyda­wa­łoby się, że kiedy nas boli, to robimy wszystko, żeby sobie pomóc. Ale czę­sto tak się nie dzieje. Bar­dzo wiele kobiet cier­pią­cych na dłu­go­trwałe dole­gli­wo­ści gine­ko­lo­giczne zmaga się z ogrom­nym poczu­ciem wstydu, a nawet winy. Czę­sto przy­czy­niają się do tego nie­stety inne osoby, kiedy nie wie­rzą w real­ność tego bólu nazy­wa­jąc go „histe­rycz­nym” itd. Wywo­łuje to ogromny smu­tek, ale też czę­sto dużą bier­ność i rezy­gna­cję, poczu­cie braku nadziei. Bar­dzo wiele kobiet mimo cier­pie­nia zmu­sza się do wielu rze­czy i pró­buje przed wszyst­kimi – nawet przed sobą samą – ukry­wać swój ból. Ucze­nie się, jak być łagodną wobec sie­bie, kiedy boli, a jed­no­cze­śnie aktywną i zde­cy­do­waną w poszu­ka­niu ulgi i pomocy to jedno z naj­więk­szych wyzwań w tej sytu­acji. Ale – nie­wielu rze­czy jestem w życiu tak bar­dzo pewna jak tego – jest to wyzwa­nie, które naprawdę warto podjąć.

radzenie sobie z poczuciem paniki

Ból zwią­zany z vulvo­dy­nią i innymi podob­nymi dole­gli­wo­ściami jest zwy­kle bar­dzo upo­rczywy i inten­sywny. Kiedy boli Cię i boli, a jed­no­cze­śnie nie wiesz do końca co Ci jest i inni też tego nie wie­dzą (albo co gor­sza uwa­żają, że „nic”) to bar­dzo trudno jest zacho­wać spo­kój. Bar­dzo wiele kobiet mówi, że zma­gają się z poczu­ciem paniki, że chcą „by kto­kol­wiek je wyle­czył, w jaki­kol­wiek spo­sób, że już nie wytrzy­mają nawet sekundy dłu­żej”. Jest to oczy­wi­ście w pełni zro­zu­miałe, ale odcina nas od naszej wewnętrz­nej intu­icji, od tego głosu w nas, który jest w sta­nie nam w tej sytu­acji pomóc. Wie­rzę, że same gdzieś głę­boko w środku prze­czu­wamy, co to zna­czy odno­sić się do sie­bie z sza­cun­kiem, jakie osoby też się tak do nas odno­szą, które podej­ścia i metody są nam w sta­nie pomóc wyzdro­wieć lub cho­ciaż poczuć się lepiej. Z wła­snego doświad­cze­nia wiem, że cza­sami doj­ście to takiego miej­sca wymaga dużo czasu i wysiłku, ale szu­ka­nie go ma sens, bo daje nadzieję i kon­tak­tuje nas z naszą wewnętrzną siłą. A kiedy zaczy­namy sie­bie w ten spo­sób słu­chać to możemy aktyw­nie przy­czy­niać się do tego, by same sobie też pomagać.

szukanie pomocy

Vulvo­dy­nia jest u nas nie tylko cho­robą nie­znaną, ale kobiety zma­ga­jące się (z jakie­go­kol­wiek powodu) z prze­wle­kłymi bólami pochwy bar­dzo czę­sto spo­ty­kają się też z wyjąt­kowo złym trak­to­wa­niem i baga­te­li­zo­wa­niem ich dole­gli­wo­ści. Oba­wiam się, że zmiana tej sytu­acji wymaga jesz­cze wiele czasu. Czuję wokół tego morze zło­ści, ale wiem też, że samą zło­ścią – choć bar­dzo natu­ralną i potrzebną – nie­wiele można zdzia­łać. Wiem rów­nież, że to, co samej można robić to nazy­wać rze­czy po imie­niu, a także szu­kać w sobie samej siły i odwagi, by wal­czyć o sie­bie. Stań po swo­jej stro­nie. Nie pozwa­laj, by ktoś Cię źle trak­to­wał. Nie jest to łatwe zada­nie – zwłasz­cza, jeśli cho­dzi o kon­fron­ta­cję z pew­nymi sie­bie spe­cja­li­stami – ale osta­tecz­nie eks­per­tem w Two­jej spra­wie jesteś rów­nież Ty sama. Szu­kaj pomocy i mocy tam, gdzie możesz i gdzie czu­jesz, że jest to dla Cie­bie dobre.

kobiecość to wiele więcej niż „sprawność seksualna”

Chro­niczne dole­gli­wo­ści gine­ko­lo­giczne czę­sto powo­dują, że kobiety czują się „mniej kobiece”, czują się rów­nież winne wobec swo­ich part­ne­rów. Seks wiąże się z pro­ble­mami i bólem. Bar­dzo trudno jest żyć w ten spo­sób.
Bar­dzo pomocne może w takich sytu­acjach być zada­wa­nie sobie pytań, które sta­no­wią pewną prze­ciw­wagę wobec auto­kry­tyki i poczu­cia rezy­gna­cji. Oto kilka z moich ulu­bio­nych przykładów:

  • Co to dla Cie­bie zna­czy być kobietą?
  • Co jest w tym waż­nego, cen­nego, trudnego?
  • Jeśli chcesz to w jaki spo­sób możesz świę­to­wać swoją kobie­cość pomimo tego, że prze­ży­wasz teraz tak trudny okres?
  • Czego pra­gniesz, za czym tęsk­nisz, w co wierzysz?
  • Na czym Ci naj­bar­dziej zależy w związku czy w kon­tak­tach z innymi? Czy wal­czysz o to? W jaki spo­sób mogła­byś to robić?

***

Wię­cej na temat każ­dego z wyżej opi­sa­nych punk­tów, a także innych waż­nych psy­cho­lo­gicz­nych aspek­tów radze­nia sobie z cho­robą będziemy stop­niowo pisali w ciągu naj­bliż­szych mie­sięcy. Jeśli macie jakie­kol­wiek reflek­sje czy pomy­sły to daj­cie pro­szę znać, tak, by poru­szane tu tematy były jak naj­bliż­sze Waszym doświad­cze­niom. Zapra­szam też – jak zwy­kle – do dys­ku­sji na forum.

Z pozdro­wie­niami,
Agnieszka

deliciousdigggooglestumbleuponwykop