możesz wesprzeć naszą pracę poprzez wpłatę dowolnej kwoty
vulvodynia.pl
strona główna/mapa strony/słowa kluczowe
Styczeń, 2009

rozmowa z Mikołajem Czyżem

Pau­lina Kwiat­kow­ska: Naj­pierw chcia­ła­bym zapy­tać się o twoje spoj­rze­nie na zagad­nie­nia zwią­zane z vulvo­dy­nią. Jak postrze­gasz tą dole­gli­wość jako psychoterapeuta?

Miko­łaj Czyż: Na samym wstę­pie muszę powie­dzieć, że jestem w trak­cie stu­diów psy­cho­te­ra­peu­tycz­nych. Zdaję sobie sprawę, że w tym miej­scu moja pozy­cja stu­denta bar­dzo uła­twia mi bada­nia i poszu­ki­wa­nia, a pomoc super­wi­zo­rów (psychoterapeutów-​​nauczycieli nad­zo­ru­ją­cych moją pracę), którą otrzy­muję, jest nie­oce­niona.
Z per­spek­tywy mojej prak­tyki psy­cho­te­ra­peu­tycz­nej oraz doświad­czeń zdo­by­tych mię­dzy innymi w trak­cie pro­wa­dze­nia wspól­nie z Agnieszką Sera­fin ser­wisu vulvo​dy​nia​.pl chciał­bym przede wszyst­kim powie­dzieć, że zagad­nie­nie vulvo­dy­nii jest trudne na wielu płasz­czy­znach: jako indy­wi­du­alny pro­blem kobiet na nie cier­pią­cych, ale też jako wyzwa­nie dla związ­ków i rodzin oraz jako cho­roba doty­ka­jąca moc­nych spo­łecz­nych ste­reo­ty­pów i obsza­rów tabu.
Wra­ca­jąc do two­jego pyta­nia. Pod­kre­ślamy, że vulvo­dy­nia nie jest cho­robą psy­chiczną czy emo­cjo­nalną. Jest to nie­zbędne, ponie­waż (w dal­szym ciągu!) powszechne jest sta­no­wi­sko gło­szące, że są to wyima­gi­no­wane pro­blemy, histe­ria, itd., więc w pierw­szym rzę­dzie należy uznać jej medyczne pod­łoże. To jest deli­katna kwe­stia, ponie­waż w kółko pod­kre­śla­jąc kwe­stie medyczne, naukowe czy spo­łeczne, odpo­wia­damy na potrzebę prak­tycz­nego uzna­nia vulvo­dy­nii, pod­ję­cia tematu przez środo­wi­sko lekar­skie, ale jed­no­cze­śnie być może zbyt mało mówimy o kon­tek­ście psy­chicz­nym. I nie mam na myśli tylko pro­ble­mów czy wręcz spu­sto­sze­nia, jakie vulvo­dy­nia może czy­nić w życiu emo­cjo­nal­nym. Cho­dzi mi przede wszyst­kim o to, że spo­sób, w jaki kobieta zma­ga­jąca się z vulvo­dy­nią radzi sobie z tym wyzwa­niem, zależy w dużej mie­rze od jej wewnętrz­nej psy­cho­lo­gii. Natu­ral­nie tak samo obej­muje to jej part­nera czy part­nerkę, rodzinę czy oto­cze­nie – to jak będą oni postę­po­wać w kon­fron­ta­cji z vulvo­dy­nią wynika z ich psy­chiki.
Zima i fosaObszar emo­cji czy indy­wi­du­al­nych doświad­czeń nie jest jedy­nie „ofiarą” vulvo­dy­nii – jest rów­nież narzę­dziem, dzięki któ­rym się z nią zma­gasz, podej­mu­jesz próby lecze­nia vulvo­dy­nii czy z nią żyjesz. I to, jak sobie z nią radzisz, czyli osta­tecz­nie też jak wygląda twoje życie, zależy w olbrzy­mim stop­niu wła­śnie od two­jej psyche.

Pau­lina Kwiat­kow­ska: Ale w jaki spo­sób kon­kret­nie psy­cho­lo­gia może pomóc kobie­tom, które cho­rują? Od razu myślę o roz­ma­itych tech­ni­kach pozy­tyw­nego myśle­nia, zwięk­sza­nia opty­mi­zmu, asertywności…

Miko­łaj Czyż: Myślę, że opty­mizm czy aser­tyw­ność są bar­dzo ważne, ale ponie­waż vulvo­dy­nia jest zło­żoną i trudną w lecze­niu dole­gli­wo­ścią zwy­kle jedno i dru­gie w pew­nym momen­cie się wyczer­puje. Myślę, że rów­nież bez­sku­teczna jest próba zamknię­cia vulvo­dy­nii w jakimś obsza­rze życia, zre­zy­gno­wa­nia z niego i cie­sze­nie się czym innym. Psy­cho­te­ra­pia jest tutaj jed­nym ze spo­so­bów odnaj­dy­wa­nia innych ście­żek myśle­nia, per­spek­tyw, które są źródłem nowej drogi dzia­ła­nia czy życia w ogóle; źródłem twór­czych roz­wią­zań. Gdy­by­śmy mówili o cho­ro­bie, którą łatwo się leczy, która jest uznana spo­łecz­nie… gdy­by­śmy mówili np. o prze­zię­bie­niu… rzadko kogo prze­zię­bie­nie sta­wia w skraj­nie trud­nej sytu­acji, w poło­że­niu bez­na­dziej­nym, w któ­rym dotych­cza­sowe spo­soby dzia­ła­nia nie pozwa­lają pora­dzić sobie z cier­pie­niem. A vulvo­dy­nia bar­dzo wiele kobiet i ich bli­skich prę­dzej czy póź­niej kon­fron­tuje z takim doświad­cze­niem, które – nawet bar­dzo się sta­ra­jąc, żeby tak nie było – osta­tecz­nie jest bole­sne i może być nisz­czące.
Wielu leka­rzy, któ­rzy zaj­mują się tą dole­gli­wo­ścią, mówi, że cho­dzi im o poprawę jako­ści życia: „jeśli ból był na 8/​10, a jest 310 to jest to raj”. Oczy­wi­ście wszy­scy chcie­li­by­śmy cał­ko­wi­tego wyle­cze­nia i nawet jeśli to się udaje, ten pro­ces może zająć wiele lat, które są osta­tecz­nie latami naszego życia. I tutaj poszu­ki­wa­nia i zmiany w obsza­rze naszej psy­chiki mogą bar­dzo pomóc i wpły­nąć na to, jaka jest jakość tego życia.
Moja per­spek­tywa jest taka, że zaję­cie się swoją psy­chiką pozwala na odna­le­zie­nie nowych roz­wią­zań. Wiem też, że żeby zacząć ich szu­kać czę­sto trzeba się prze­ko­nać, że te stare już nie dzia­łają. I w tej „porażce” jest już zawarty kolejny krok, począ­tek cze­goś nowego.

Pau­lina Kwiat­kow­ska: Jak to się prak­tycz­nie dzieje? Jak wygląda pro­ces psychoterapii?

Miko­łaj Czyż: Cie­szę się, że odwo­ła­łaś się do tego słowa – psy­cho­te­ra­pia w uję­ciu, które sto­su­jemy, odwo­łuje się wła­śnie do pro­cesu (psy­cho­lo­gia zorien­to­wana na pro­ces).
Vulvo­dy­nia jest zde­fi­nio­wana jako zagad­nie­nie medyczne. Można mówić rów­nież o wspól­nych doświad­cze­niach kobiet, które na nią cho­rują (ból, pie­cze­nie ale też np. pro­blemy w wyko­ny­wa­niu swo­jej pracy czy z życiem sek­su­al­nym). W tym obsza­rze wiele pomocy można uzy­skać dowia­du­jąc się wię­cej o tej dole­gli­wo­ści, ucząc się tech­nik radze­nia sobie z bólem, aser­tyw­no­ści, itp. Oczy­wi­ście vulvo­dy­nia ma rów­nież bar­dzo silny kom­po­nent spo­łeczny (np. „o tym się nie mówi”), ponadin­dy­wi­du­alny, który w dużym stop­niu wpływa na doświad­cze­nie oso­bi­ste.
Ale jeśli pój­dziemy krok dalej to oka­zuje się, że cho­roba ta ma rów­nież bar­dzo subiek­tywny, indy­wi­du­alny cha­rak­ter. To, w jaki spo­sób ją odczu­wam (jako kobieta albo jej part­ner), to co jest dla mnie naj­trud­niej­sze czy jak wiąże się ona z moimi marze­niami (lub jak je niwe­czy), jak prak­tycz­nie sobie z nią radzę (albo nie); to wszystko razem sta­nowi bar­dzo oso­bi­stą prze­strzeń, którą zaj­muję się pod­czas psy­cho­te­ra­pii. I jest to pole gdzie sze­reg trud­no­ści ma bar­dzo indy­wi­du­alny cha­rak­ter. Jed­no­cze­śnie wła­śnie te indy­wi­du­alne doświad­cze­nia mają wielki poten­cjał – jeśli poświęci się im uwagę – pro­wa­dze­nia do twór­czych roz­wią­zań, odnaj­dy­wa­nia siły czy rado­ści.
Co ważne w uję­ciu psy­cho­te­ra­peu­tycz­nym, któ­rego się uczę i które sto­suję, doświad­cze­nia cie­le­sne, symp­tomy, mogą być wyra­zem naj­głęb­szych oso­bi­stych doświad­czeń. Jest to dość odświe­ża­jące podej­ście szcze­gól­nie w sto­sunku do per­spek­tywy okre­śla­ją­cej cho­robę jedy­nie jako pato­lo­gię (którą natu­ral­nie rów­nież jest).
W tym sen­sie (bada­nia indy­wi­du­al­nych doświad­czeń) psy­cho­te­ra­pia różni się od porad i wie­dzy, które są bar­dzo cenne i które można uzy­skać dzięki lek­tu­rze nie­sa­mo­wi­tych ilo­ści infor­ma­cji w Inter­ne­cie. W tych infor­ma­cjach jed­nak nie znaj­dziesz odpo­wie­dzi na wiele kwe­stii oso­bi­stych. Musisz ich szu­kać sama i sama pod­jąć decy­zję.
Psy­cho­te­ra­pia jest dobrym spo­so­bem, kiedy dostępna wie­dza prze­staje wystar­czać lub jeśli po pro­stu chcesz czy musisz zna­leźć nową perspektywę.

Pau­lina Kwiat­kow­ska: Czy mógł­byś zilu­stro­wać to przykładem?

Miko­łaj Czyż: Nie mogę opo­wie­dzieć praw­dzi­wych histo­rii, ponie­waż treść tera­pii jest chro­niona tajem­nicą. Bar­dzo nie­chęt­nie też odwo­łuję się tu do przy­kła­dów. Choć łatwiej budo­wać swoje wyobra­że­nia dzięki takim ilu­stra­cjom, to chciał­bym unik­nąć opi­sy­wa­nia cze­goś, co stało by się osta­tecz­nie kolejną poradą, któ­rych wiele w mediach.
Także mam sporo zastrze­żeń, ale możemy sobie np. wyobra­zić sytu­ację, w któ­rej młoda kobieta czuje dużo wstydu wokół swo­ich dole­gli­wo­ści zwią­za­nych z vulvo­dy­nią. Wstyd ten powo­duje, że żyje w przy­mu­sie ukry­wa­nia swo­jego bólu i w oba­wie, że nie będzie mogła utrzy­mać swo­jego związku z męż­czy­zną. Jed­no­cze­śnie jest z nim w kon­flik­cie, czuje się przez niego odtrą­cana i nie­sza­no­wana. Pod­czas pracy psy­cho­te­ra­peu­tycz­nej jej uwagę przy­ciąga powra­ca­jące wspo­mnie­nie spe­cy­ficz­nego spoj­rze­nia jej part­nera i towa­rzy­szą­cej mu atmos­fery. Za naszą wspólną zgodą sku­piamy się przez pewien czas na tym, jak ona się czuje, kiedy on tak patrzy i czy potrafi na to reago­wać zgod­nie ze swo­imi potrze­bami. Może tam być smu­tek, może być wście­kłość, mogą być różne nie­wy­ra­żone reak­cje. W przy­padku wielu osób dotyka to szer­szego pro­blemu tego jak reagu­jemy, kiedy się czu­jemy nega­tyw­nie oce­niani i czy w ogóle potra­fimy wtedy reago­wać. W trak­cie dal­szej pracy nad tym tema­tem oka­zuje się, że jest w tym spoj­rze­niu coś, co w jakiś spo­sób ją fascy­nuje: siła, kon­kret­ność, wni­kli­wość, albo jesz­cze coś innego. Następ­nie szu­kamy sytu­acji, kiedy jej w życiu przy­da­łyby się te cechy. I jak może ich uży­wać w spo­sób nie­ra­niący w sto­sunku do sie­bie i innych. I oka­zuje się, że nie tylko ona lepiej się czuje zacho­wu­jąc się cza­sami w nowo­od­kryty spo­sób, ale rów­nież powo­duje to, że ich zwią­zek jest inny, że męż­czy­zna już nie może odgry­wać swo­jej poprzed­niej roli.
Pro­szę nie wycią­gać zbyt wielu wnio­sków z tego przykładu…

Pau­lina Kwiat­kow­ska: Nie mogę się nie spy­tać o twoje doświad­cze­nie tego zagad­nie­nia jako męż­czy­zny… więc, jak czu­jesz się jako męż­czy­zna zaj­mu­jący się tak bar­dzo kobiecą i intymną chorobą?

Miko­łaj Czyż: Przede wszyst­kim wiem, że, oczy­wi­ście, nie jestem kobietą (śmiech), więc w ten spo­sób nie­wiele wiem o tej cho­ro­bie. Zna­czy to, że znam fakty, rela­cje, opisy i histo­rie, ale nie mam oso­bi­stego doświad­cze­nia cho­ro­wa­nia na vulvo­dy­nię. Więc w tym sen­sie czuję się w pozy­cji kogoś z boku, pomoc­nika. Sta­ram się o tym pamię­tać, szcze­gól­nie w kon­tek­ście mojej pracy.
Jed­no­cze­śnie mam doświad­cze­nie wyni­ka­jące z bycia w związku z kobietą, która cierpi na te dole­gli­wo­ści; i to już jest moje oso­bi­ste doświad­cze­nie i moja cho­roba, która jest dla mnie bole­sna, trudna, mocna i fascy­nu­jąca. Więc czuję się bar­dzo roz­ma­icie.
W tym miej­scu chciał­bym też podzię­ko­wać Agnieszce, za jej nie­zwy­kłe podej­ście do cho­ro­wa­nia, odwagę, siłę i delikatność.

Pau­lina Kwiat­kow­ska: A ja chcia­ła­bym podzię­ko­wać za rozmowę.

Miko­łaj Czyż: I ja dzię­kuję. Dzięki tej roz­mo­wie mogłem na chwilę upo­rząd­ko­wać moje stanowisko.

zapra­szamy do komen­to­wa­nia i dys­ku­sji na forum
deliciousdigggooglestumbleuponwykop