rozmowa z Mikołajem Czyżem
Paulina Kwiatkowska: Najpierw chciałabym zapytać się o twoje spojrzenie na zagadnienia związane z vulvodynią. Jak postrzegasz tą dolegliwość jako psychoterapeuta?
Mikołaj Czyż: Na samym wstępie muszę powiedzieć, że jestem w trakcie studiów psychoterapeutycznych. Zdaję sobie sprawę, że w tym miejscu moja pozycja studenta bardzo ułatwia mi badania i poszukiwania, a pomoc superwizorów (psychoterapeutów-nauczycieli nadzorujących moją pracę), którą otrzymuję, jest nieoceniona.
Z perspektywy mojej praktyki psychoterapeutycznej oraz doświadczeń zdobytych między innymi w trakcie prowadzenia wspólnie z Agnieszką Serafin serwisu vulvodynia.pl chciałbym przede wszystkim powiedzieć, że zagadnienie vulvodynii jest trudne na wielu płaszczyznach: jako indywidualny problem kobiet na nie cierpiących, ale też jako wyzwanie dla związków i rodzin oraz jako choroba dotykająca mocnych społecznych stereotypów i obszarów tabu.
Wracając do twojego pytania. Podkreślamy, że vulvodynia nie jest chorobą psychiczną czy emocjonalną. Jest to niezbędne, ponieważ (w dalszym ciągu!) powszechne jest stanowisko głoszące, że są to wyimaginowane problemy, histeria, itd., więc w pierwszym rzędzie należy uznać jej medyczne podłoże. To jest delikatna kwestia, ponieważ w kółko podkreślając kwestie medyczne, naukowe czy społeczne, odpowiadamy na potrzebę praktycznego uznania vulvodynii, podjęcia tematu przez środowisko lekarskie, ale jednocześnie być może zbyt mało mówimy o kontekście psychicznym. I nie mam na myśli tylko problemów czy wręcz spustoszenia, jakie vulvodynia może czynić w życiu emocjonalnym. Chodzi mi przede wszystkim o to, że sposób, w jaki kobieta zmagająca się z vulvodynią radzi sobie z tym wyzwaniem, zależy w dużej mierze od jej wewnętrznej psychologii. Naturalnie tak samo obejmuje to jej partnera czy partnerkę, rodzinę czy otoczenie – to jak będą oni postępować w konfrontacji z vulvodynią wynika z ich psychiki.
Obszar emocji czy indywidualnych doświadczeń nie jest jedynie „ofiarą” vulvodynii – jest również narzędziem, dzięki którym się z nią zmagasz, podejmujesz próby leczenia vulvodynii czy z nią żyjesz. I to, jak sobie z nią radzisz, czyli ostatecznie też jak wygląda twoje życie, zależy w olbrzymim stopniu właśnie od twojej psyche.
Paulina Kwiatkowska: Ale w jaki sposób konkretnie psychologia może pomóc kobietom, które chorują? Od razu myślę o rozmaitych technikach pozytywnego myślenia, zwiększania optymizmu, asertywności…
Mikołaj Czyż: Myślę, że optymizm czy asertywność są bardzo ważne, ale ponieważ vulvodynia jest złożoną i trudną w leczeniu dolegliwością zwykle jedno i drugie w pewnym momencie się wyczerpuje. Myślę, że również bezskuteczna jest próba zamknięcia vulvodynii w jakimś obszarze życia, zrezygnowania z niego i cieszenie się czym innym. Psychoterapia jest tutaj jednym ze sposobów odnajdywania innych ścieżek myślenia, perspektyw, które są źródłem nowej drogi działania czy życia w ogóle; źródłem twórczych rozwiązań. Gdybyśmy mówili o chorobie, którą łatwo się leczy, która jest uznana społecznie… gdybyśmy mówili np. o przeziębieniu… rzadko kogo przeziębienie stawia w skrajnie trudnej sytuacji, w położeniu beznadziejnym, w którym dotychczasowe sposoby działania nie pozwalają poradzić sobie z cierpieniem. A vulvodynia bardzo wiele kobiet i ich bliskich prędzej czy później konfrontuje z takim doświadczeniem, które – nawet bardzo się starając, żeby tak nie było – ostatecznie jest bolesne i może być niszczące.
Wielu lekarzy, którzy zajmują się tą dolegliwością, mówi, że chodzi im o poprawę jakości życia: „jeśli ból był na 8/10, a jest 3⁄10 to jest to raj”. Oczywiście wszyscy chcielibyśmy całkowitego wyleczenia i nawet jeśli to się udaje, ten proces może zająć wiele lat, które są ostatecznie latami naszego życia. I tutaj poszukiwania i zmiany w obszarze naszej psychiki mogą bardzo pomóc i wpłynąć na to, jaka jest jakość tego życia.
Moja perspektywa jest taka, że zajęcie się swoją psychiką pozwala na odnalezienie nowych rozwiązań. Wiem też, że żeby zacząć ich szukać często trzeba się przekonać, że te stare już nie działają. I w tej „porażce” jest już zawarty kolejny krok, początek czegoś nowego.
Paulina Kwiatkowska: Jak to się praktycznie dzieje? Jak wygląda proces psychoterapii?
Mikołaj Czyż: Cieszę się, że odwołałaś się do tego słowa – psychoterapia w ujęciu, które stosujemy, odwołuje się właśnie do procesu (psychologia zorientowana na proces).
Vulvodynia jest zdefiniowana jako zagadnienie medyczne. Można mówić również o wspólnych doświadczeniach kobiet, które na nią chorują (ból, pieczenie ale też np. problemy w wykonywaniu swojej pracy czy z życiem seksualnym). W tym obszarze wiele pomocy można uzyskać dowiadując się więcej o tej dolegliwości, ucząc się technik radzenia sobie z bólem, asertywności, itp. Oczywiście vulvodynia ma również bardzo silny komponent społeczny (np. „o tym się nie mówi”), ponadindywidualny, który w dużym stopniu wpływa na doświadczenie osobiste.
Ale jeśli pójdziemy krok dalej to okazuje się, że choroba ta ma również bardzo subiektywny, indywidualny charakter. To, w jaki sposób ją odczuwam (jako kobieta albo jej partner), to co jest dla mnie najtrudniejsze czy jak wiąże się ona z moimi marzeniami (lub jak je niweczy), jak praktycznie sobie z nią radzę (albo nie); to wszystko razem stanowi bardzo osobistą przestrzeń, którą zajmuję się podczas psychoterapii. I jest to pole gdzie szereg trudności ma bardzo indywidualny charakter. Jednocześnie właśnie te indywidualne doświadczenia mają wielki potencjał – jeśli poświęci się im uwagę – prowadzenia do twórczych rozwiązań, odnajdywania siły czy radości.
Co ważne w ujęciu psychoterapeutycznym, którego się uczę i które stosuję, doświadczenia cielesne, symptomy, mogą być wyrazem najgłębszych osobistych doświadczeń. Jest to dość odświeżające podejście szczególnie w stosunku do perspektywy określającej chorobę jedynie jako patologię (którą naturalnie również jest).
W tym sensie (badania indywidualnych doświadczeń) psychoterapia różni się od porad i wiedzy, które są bardzo cenne i które można uzyskać dzięki lekturze niesamowitych ilości informacji w Internecie. W tych informacjach jednak nie znajdziesz odpowiedzi na wiele kwestii osobistych. Musisz ich szukać sama i sama podjąć decyzję.
Psychoterapia jest dobrym sposobem, kiedy dostępna wiedza przestaje wystarczać lub jeśli po prostu chcesz czy musisz znaleźć nową perspektywę.
Paulina Kwiatkowska: Czy mógłbyś zilustrować to przykładem?
Mikołaj Czyż: Nie mogę opowiedzieć prawdziwych historii, ponieważ treść terapii jest chroniona tajemnicą. Bardzo niechętnie też odwołuję się tu do przykładów. Choć łatwiej budować swoje wyobrażenia dzięki takim ilustracjom, to chciałbym uniknąć opisywania czegoś, co stało by się ostatecznie kolejną poradą, których wiele w mediach.
Także mam sporo zastrzeżeń, ale możemy sobie np. wyobrazić sytuację, w której młoda kobieta czuje dużo wstydu wokół swoich dolegliwości związanych z vulvodynią. Wstyd ten powoduje, że żyje w przymusie ukrywania swojego bólu i w obawie, że nie będzie mogła utrzymać swojego związku z mężczyzną. Jednocześnie jest z nim w konflikcie, czuje się przez niego odtrącana i nieszanowana. Podczas pracy psychoterapeutycznej jej uwagę przyciąga powracające wspomnienie specyficznego spojrzenia jej partnera i towarzyszącej mu atmosfery. Za naszą wspólną zgodą skupiamy się przez pewien czas na tym, jak ona się czuje, kiedy on tak patrzy i czy potrafi na to reagować zgodnie ze swoimi potrzebami. Może tam być smutek, może być wściekłość, mogą być różne niewyrażone reakcje. W przypadku wielu osób dotyka to szerszego problemu tego jak reagujemy, kiedy się czujemy negatywnie oceniani i czy w ogóle potrafimy wtedy reagować. W trakcie dalszej pracy nad tym tematem okazuje się, że jest w tym spojrzeniu coś, co w jakiś sposób ją fascynuje: siła, konkretność, wnikliwość, albo jeszcze coś innego. Następnie szukamy sytuacji, kiedy jej w życiu przydałyby się te cechy. I jak może ich używać w sposób nieraniący w stosunku do siebie i innych. I okazuje się, że nie tylko ona lepiej się czuje zachowując się czasami w nowoodkryty sposób, ale również powoduje to, że ich związek jest inny, że mężczyzna już nie może odgrywać swojej poprzedniej roli.
Proszę nie wyciągać zbyt wielu wniosków z tego przykładu…
Paulina Kwiatkowska: Nie mogę się nie spytać o twoje doświadczenie tego zagadnienia jako mężczyzny… więc, jak czujesz się jako mężczyzna zajmujący się tak bardzo kobiecą i intymną chorobą?
Mikołaj Czyż: Przede wszystkim wiem, że, oczywiście, nie jestem kobietą (śmiech), więc w ten sposób niewiele wiem o tej chorobie. Znaczy to, że znam fakty, relacje, opisy i historie, ale nie mam osobistego doświadczenia chorowania na vulvodynię. Więc w tym sensie czuję się w pozycji kogoś z boku, pomocnika. Staram się o tym pamiętać, szczególnie w kontekście mojej pracy.
Jednocześnie mam doświadczenie wynikające z bycia w związku z kobietą, która cierpi na te dolegliwości; i to już jest moje osobiste doświadczenie i moja choroba, która jest dla mnie bolesna, trudna, mocna i fascynująca. Więc czuję się bardzo rozmaicie.
W tym miejscu chciałbym też podziękować Agnieszce, za jej niezwykłe podejście do chorowania, odwagę, siłę i delikatność.
Paulina Kwiatkowska: A ja chciałabym podziękować za rozmowę.
Mikołaj Czyż: I ja dziękuję. Dzięki tej rozmowie mogłem na chwilę uporządkować moje stanowisko.

wysyłanie ...



