vulvodynia.pl
strona główna / zaloguj się lub zarejestruj

Dziewczyny, nie traćcie nadziei!

wstęp forum Moja historia Dziewczyny, nie traćcie nadziei!

Przeglądasz 1 wpis (z 1 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • #4701
    Sunrise
    Participant

    Jako że znam tę stronę od lat i udało mi się w końcu rozwiązać mój problem, postanowiłam, że się podzielę – może komuś to pomoże…

    O tym, że jest problem, dowiedziałam się gdy po raz pierwszy próbowałam sama włożyć palec do pochwy i okazało się, że się nie da. Że potwornie piecze i nie ma szans na włożenie czegokolwiek – palca, tampona, wziernika… Z czasem udało mi się pokonać tę barierę – podczas masturbacji, gdy byłam rozluźniona, byłam w stanie włożyć powoli i baardzo ostrożnie jeden palec. Myślałam, że to kwestia błony dziewiczej. Gdy w końcu trafiłam na partnera, którego kochałam i z którym chciałam uprawiać seks, miałam 24 lata.
    Okazało się, że problem jest większy, niż przewidywałam. Bolało jak cholera przy każdej próbie. Oczywiście od ginekologów słyszałam standardowe teksty o rozluźnieniu, o lampce wina, o tym że anatomicznie wszystko jest w porządku, więc na pewno się uda. W wolnych chwilach zaczęłam czytać o potencjalnych chorobach. Byłam przekonana, że coś jest nie tak, ale zarazem pocieszałam się, że to tylko kwestia pozbycia się błony, i już wszystko będzie dobrze. Nie wiem, po ilu nieudanych próbach w końcu się udało, chyba coś koło miesiąca próbowania, łez, smutku, irytacji. Mój partner był bardzo kochany i cierpliwy, próbowaliśmy różnych rzeczy, żele, alko dla rozluźnienia, romantyczne scenerie, itp – nic nie działało, ból był nie do przejścia. Mój chłopak końcu zorientował się, że musi wziąć mnie z zaskoczenia, bo inaczej ja -wciąż protestując – do tego nie dopuszczę, bo to był naprawdę wielki ból przy każdej próbie. Wszedł we mnie raz, zdecydowanie, przebijając błonę. Do dziś jestem mu za to wdzięczna, bo gdyby mnie słuchał, to do dziś byłabym dziewicą. Nie rozumiem czemu istnieje takie tabu wokół ingerencji chirurgicznej – gdybym wiedziała, że tak to będzie boleć, to pewnie sama bym to załatwiła w szpitalu lata temu, by oszczędzić sobie i jemu niepotrzebnych negatywnych emocji. Szczerze mówiąc, to był największy ból jaki pamiętam ze swojego życia. Mam świadomość, że to była wina mojej budowy, bo jestem TAM baardzo wrażliwa.

    Wydawałoby się, że problem z głowy i teraz już będę mogła cieszyć się seksem “jak wszystkie normalne kobiety”… Otóż nie. Kolejne stosunki bolały potwornie. Mój chłopak był w stanie wejść maksymalnie na 3 cm. Raz. Pierwsza próba, piąta, dwudziesta… za każdym razem mój ból, płacz, rozpacz że coś jest ze mną nie tak. Przeczytałam chyba wszystko co można w necie. Byłam pewna, że mam wulwodynię, ale przecież nie pójdę z tym do ginekologa, bo i tak mnie wyśmieje… Najgorsze jest to, że z takim problemem kobieta zostaje sama, bo przecież lekarz nie pomoże, a jest to na tyle intymna sprawa, że ciężko się z kimś dzielić… Zaczęłam mieć traumę, unikać zbliżeń, w związku zaczęło się psuć – a przecież przedtem było nam razem tak dobrze! Zaczęłam myśleć, że jestem gorsza niż inne kobiety, dlaczego nie mogę być normalna, że nie zasługuję na to by z kimś być przez swój cholerny defekt, że to niesprawiedliwe, że nigdy nie zrobię cytologii, że na zawsze seks będzie dla mnie traumą… dodam tylko że wcześniej zawsze lubiłam pieszczoty i miałam orgazmy łechtaczkowe. Ale gdy patrzyłam na tego wielkiego penisa, to za nic nie umiałam sobie wyobrazić, że on kiedykolwiek będzie we mnie w stanie wejść i że to niby będzie przyjemne.

    I tak sobie żyłam i poświęcałam się, zagryzając zęby i myśląc, że mój chłopak w końcu ode mnie odejdzie, bo tak bardzo chciałby sprawić mi przyjemność, a tu nic się nie zmienia. No może poza faktem, że z czasem był w stanie wejść już głębiej. I wykonać paręnaście ruchów, które ledwo wytrzymywałam. Żele intymne Durexa tylko nasilały pieczenie, więc zaczęliśmy stosować lidokainę, a potem żel z apteki a nie ze sklepu.
    I oto, po jakichś kilkudziesięciu stosunkach bolesnych i wręcz nie do zniesienia, pewnego razu po prostu nie bolało. Oczywiście, najgorsze jest samo wejście do pochwy, pierwsze włożenie boli mnie zawsze, ale potem już jest ok! Byłam tak szczęśliwa gdy po raz pierwszy zrobiliśmy to bez mojego bólu i pytania “Długo jeszcze?”. Kolejne próby, i kolejne… i w końcu, ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu, zaczęłam czuć przyjemność. Co zaskakujące, okazało się, że lubię naprawdę intensywne ruchy. Zrobiłam w końcu cytologię której tak się bałam – nie, nie bolało! Spokojnie mogę powiedzieć, że lubię seks z penetracją, czuję, że jestem blisko osiągnięcia orgazmu tą drogą i już nawet nie chcę robić tego w inny sposób. I wciąż ciężko mi uwierzyć, że ta pochwa, do której pół roku temu palec wchodził z trudem, teraz jest w stanie pomieścić bez bólu praktycznie całego penisa.

    Wnioski dla kobiet z podobnym problemem:
    1. Nie poddawajcie się. Nie zatracajcie się w panicznych myślach, że cos jest z wami nie tak. Próbujcie, próbujcie, próbujcie. Czasem potrwa to miesiące, zanim przestanie boleć.
    2. Czasem pieczenie nasila żel intymny, czasem infekcja intymna, a czasem pełen sztucznych składników żel pod prysznic, którego używa partner – wszystko to przerobiłam.Trzeba najpierw wyeliminować takie czynniki.
    3. Lidokaina pomaga.
    4. Bardzo ważne jest to, co tkwi w głowie. trzeba umieć się rozluźnić… Tak jak pisałam, pierwsze kilka ruchów w pochwie boli mnie do dziś, ale jestem w stanie rozluźnić się z myślą o przyjemności jaka zaraz mnie czeka. I wtedy szybko przestaje boleć.

    Pozdrawiam i życzę wszystkim powodzenia w tej walce. Warto!!!
    Bardzo też cieszę się, że istnieje ta strona! Wiele mi pomogło uświadomienie sobie, że nie ja jedna mierzę się z tym problemem.

Przeglądasz 1 wpis (z 1 w sumie)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.

Ostatnia modyfikacja: 8 maja 2020