Cześć wszystkim! 🙂
Długo zastanawiałam się, czy napisać tu posta i czy faktycznie borykam się z problemem wulwodynii. Z uporem szukałam bakterii i grzybów, wirusów, które odebrały mi satysfakcję z wielu, jak dotąd, prozaicznych życiowych czynności.
Może ktoś z Was, bardziej doświadczonych w tym temacie, będzie w stanie udzielić mi odpowiedzi na moje rozterki i wątpliwości…
Otóż zaczęło się 2 lata temu zapaleniem cewki moczowej (miewałam takie od dzieciaka, nic niezwykłego). Tym razem jednak Furagin nie pomógł do końca. Wyniki moczu nie wskazywały na stan zapalny, lecz pieczenie w ujściu cewki moczowej, nasilające się po oddaniu moczu, nie ustało.
Zrobiłam wymaz z cewki moczowej i badanie metodą DNA (pakiet bakterii atypowych). Dodatnia wyszła tylko Ureaplasma. Zwykły posiew moczu i badanie ogólne moczu były okej. Przeszłam kurację antybiotykową, mój partner rownież brał antybiotyk. Badanie DNA zostało powtórzone dwukrotnie po leczeniu – oboje za każdym razem mieliśmy wynik negatywny. Co z tego, jeśli moje dolegliwości były dokładnie takie same…? Z czasem dołączył się ból w ujściu pochwy, zwłaszcza po lewej stronie, który odczuwam przy próbie stosunku czy aplikacji tamponu. A cewka moczowa cały czas piecze i kłuje. Czasem mniej, czasem bardziej. Ale dyskomfort jest zawsze (TYLKO w ciągu dnia, co ciekawe – w nocy ból mnie nigdy nie budzi).
Czy takie problemy z cewką u kobiet występują w związku z wulwodynią? Czy któraś z Was to miała?
Badania ginekologiczne (posiew, czystość, cytologia) w porządku, usg cewki super, nerki super, badania krwi w porządku, urolog zrobił mi ponadto wymaz z cewki na bakterie tlenowe/beztlenowe i wyszły oczywiście w porządku! Posiew moczu w kierunku grzybów – wynik prawidłowy. HPV nieobecny. Badania nie niepokoją… Tylko co dalej?
Czasem moje pieczenie zaostrza się, badanie ogólne wykazuje w takich przypadkach leukocyty i bakterie (posiew jest zawsze jałowy). Są to takie jakby nawracające ostre infekcje cewki moczowej. Kuracja Furaginem pomaga wtedy pozbyć się infekcji. Jednak stan rzeczy za każdym razem wraca do standardu – czyli codziennego pieczenia w okolicach cewki i pochwy.
Ulgę przynosi mi ponadto maść Cicatridina, czasem Lignokaina (ale nie działa na mnie jakoś bardzo).
Co o tym myślicie?
Pozdrawiam!
I życzę wszystkim zdrowia i dobrego samopoczucia (wiem, że tego bardzo brakuje…) :)