Niestety ostatnie 4 wpisy zostały utracone.
Ponieważ wszystkie są ważne i wyrażają różne strony i głosy wokół kwestii zamknięcia tego forum i szerzej aktywności wokół tematu vulvodynii to postarałam się je odtworzyć. Mam dobrą pamięć (Mikołaj twierdzi, że jego wpis b dobrze odtworzyłam), więc mam nadzieję, że jest to wierne sprawozdanie z tego, co pisaliśmy, ale na pewno nie jest dosłowne. Gdybyście znalazły jakieś przeinaczenia w Waszych wpisach to dajcie znać. Pozdrawiam, Agnieszka
A.M.:
Pytanie o nowe forum to jest pytanie do wszystkich zainteresowanych osób, które by się chciały zaangażować w jego tworzenie. Ostatnio na forum jest bardzo cicho, więc może to się dopiero zdarzy za jakiś czas.
Forum można za darmo założyć (tak jak np. zrobiła to Marita parę lat temu), więc to jest kwestia chęci i czasu.
Nam zależy, żeby dalej tę sprawę wspierać, więc tu na stronie zamieścimy informację, że „dyskusja dalej się toczy na takim i takim forum” czy „forach”, jeśli z czasem powstanie ich więcej.
Jeśli chodzi o kwestię odpowiedzialności to mamy faktycznie z Izą inne zdanie. Dopóki nie ma w Polsce „rzecznika do spraw vulvodynii” (a do tego nam jeszcze daleko) to każde zaangażowanie i praca na rzecz tej sprawy jest aktem dobrej woli. Dotyczy to zarówno naszej ogromnej pracy, jak i zaangażowania użytkowniczek forum. Ponadto uważam, że takie wypowiedzi na dłuższą metę mogą przynieść odwrotny skutek, bo mogą działać bardzo zniechęcająco na kobiety, które teraz się zastanawiają, czy nie zaangażować np. w tworzenie nowego forum.
I jeszcze bardziej ogólna uwaga: kiedy będziecie się zastanawiały nad tym, czy nie zaangażować się w tworzenie forum to nie myślcie o tym w kategoriach tego, że ktoś Was do tego przymusza czyt też że się same przymuszacie. Taka działalność będzie dla Was owocna wtedy, kiedy będziecie czuły, że korzyści, jakie z tego macie przewyższają wysiłek. A korzyści jest wiele, te które mi teraz przychodzą do głowy to: zaangażowanie w ważną sprawę, wyjście z miejsca bezradności, bycie w centrum komunikacji między kobietami, których temat dotyczy. To może być uzdrawiające doświadczenie, takie jest moje doświadczenie i doświadczenie innych kobiet na świecie, które się zaangażowały w taką działalność.
Zależy mi na wspieraniu takich kobiet, więc jeśli któreś z Was będą chciały zakładać forum czy fora to napiszcie do mnie, chętnie podzielę się z Wami moją wiedzą i doświadczeniem.
Mikołaj:
“Pacjentka” i “aktywistka” to role, do których każdy ma w pewnym zakresie dostęp. W obszarze vulvodynii zaczynają się pojawiać też specjaliści (lekarze, psychoterapeuci, fizjoterapeuci, seksuolodzy), więc obecna zaczyna też być rola “specjalisty”.
Vulvodynia jest chorobą, na którą medycyny nie ma prostych rozwiązań. Bardzo bym chciał, żeby było inaczej, żeby każda cierpiąca kobieta mogla otrzymać szybko pomoc, a o całej sprawie zapomnieć lub nie, wedle uznania. Ale póki co tak nie jest, i nie wygląda na to, żeby rozwiązanie „było za rogiem”.
Przez długi czas myśmy obstawiali rolę “aktywistów”, w tej roli jest dużo energii, racji itd, ale dla mnie to się skończyło, moja energia i uwaga są gdzie indziej.
Rozumiem, że Agnieszka też nie chce teraz pełnić roli “aktywistki”.
I dopóki ktoś nie zajmie roli „aktywistki” to będą same „pacjentki”. Nie ma w tym nic złego. Ale bycie „pacjentką”, kiedy nie ma pomocy jest b. b. trudne.
Dla mnie bardzo ważnym sygnałem jest to, że ta dyskusja teraz toczy się między tak małą ilością osób. I ten „brak zaangażowania” to jest coś, co nasza decyzja o zakończeniu „projektu vulvodynia” odsłania, a nie tworzy. A na odsłonięciu stanu rzeczy mi zależy.
Jestem bardzo szczęśliwy z tego, jak ten projekt się udał i pewnie będę chciał o tym napisać.
Pozdrawiam, Mikołaj
Iza:
O, nareszcie po wpisie Mikołaja zrozumiałam, co co chodzi.
Jako pacjentka nie chcąca zostać „aktywistką” napiszę tylko, że jest mi przykro i czuję się porzucona. Ale dziękuję za szczerość.
Nie będę już więcej się wypowiadać. Mam nadzieję, że z czasem pojawią się „aktywistki” – dobre dusze dla kobiet, które cierpią i będę cierpiały w przyszłości.
Mokka 122:
Ja się skłaniam do stanowiska Agnieszki i Mikołaja. Dowiadując się o swojej chorobie korzystałam z kafeterii, forum pęcherz.pl oraz tej strony. Między innymi dzięki tym stronom mój stan bardzo się poprawił. Dlatego starałam się pomóc innym opisując swoje metody. Ale zauważyłam, że ludzie nie chcą szukać i czytać, chcą mieć wszystko podane na talerzu. Ja nie narzekałam, że muszę przejrzeć 300 stron.
Ale ja też nie mogę dziesięć razy pisać tego samego. Tu też zamieszczała informacje na temat tego, co mi pomogło, ale zauważam, że potem znów pojawiają się te same pytania, (na kafeterii jest tak samo, odpowiada się na pytanie a parę stron później są od początku te same pytania).
Nie dziwię się Pani Agnieszce i Mikołajowi. Jak komuś zależy to naprawdę dużo się stąd dowie. Trzeba pamiętać, że prowadzenie strony i forum wymaga bardzo dużo czasu i pracy. Na stronie jest bardzo dużo informacji, opisy objawów choroby i dużo można się dowiedzieć z forum.
Ja jestem wdzięczna twórcom tej strony i użytkowniczkom, które tu się wypowiadały. Pozdrawiam.