Z poprzednim mężczyzną razem odkrywaliśmy moją V, bo też razem wkraczaliśmy w świat seksu… Nie było kolorowo, nigdy nie było idealnie, czasem było strasznie…
I jak zacząć nowy związek? Jak się nie bać? Co zrobić, by strach przed bólem nie paraliżował i by te namiętne chwile z nowym mężczyzną były cudowne i by ich nie unikać i nie rezygnować z miłości?
To bardzo ważne, duże pytania i dobrze, że je napisałaś na forum.
Chciałbym podzielić się kilkoma spostrzeżeniami. Szczególnie w przypadku trudności wokół vulvodynii bardzo ważne są umiejętności poszukiwania rozwiązań i decydowania, które z nich zastosować. Mówimy tutaj o obszarze życia, który z jednej strony jest bardzo delikatny i skomplikowany, a z drugiej – bardzo jest zależny od indywidualnych sytuacji, od okresu w życiu, itp.
Co do ogólnych zasad, zgadzam się z wieloma kobietami i z ludźmi, którzy zajmują się problemami związanymi m.in. z vulvodynią, że bardzo ważne jest zachowanie i nie rezygnowanie ze wspólnej intymności i miłości. Naturalnie wśród odpowiedzi pojawiają się sugestie, żeby szukać różnych sposobów, które nie bolą, że bardzo ważne jest, żeby się nie zmuszać do bólu, żeby się nie nadużywać.
Agnieszka pisała kilkukrotnie o problemie, który wynika z silnego w naszej kulturze powiązania poczucia kobiecości, wartości jako kobieta, ze sprawnością seksualną.
Dolegliwości związane z vulvodynią mają wielki wpływ na życie seksualne, to jest fakt i myślę, że dobrze go przyjąć, komunikować partnerowi, nie narzucając sobie wymagań.
nie wiem co Ci poradzic, bo sama sobie z tym nie radze :( oddalamy sie z moim facetem od siebie, tylko czekac az znajdzie sobie normalna kobiete :(((((
xsowa…swiete slowa…jescze na poczatku zdaje sie ze to ma sens jakos to bedzie jakos przetrwamy…ale z kazdym dniem jest coraz gorzej…moj facet mieszka z rodzicami wiec mamy okazje raz na rok na wspolnym wyjezdzie ale co bedzie jak sie zaraz wyprowadzi…juz napisalam wczesniej ze albo zdradzi albo przez cale zycie bedzie mial mi to za zle ze nie mozemy albo ze podczas zawsze placze z bolu….i albo mi tego nie powie albo wyjdzie to w jakiejs paskudnej klotni i wtedy wyjdzie na jaw jak bardzo zaluje tych wszystkich lat ze mna…:(((( jestem zalamana
Ja też nic mądrego nie dodam oprócz tego, że masakrycznie walczyłam z: bólem, wiecznymi fochami męża niezadowolonego z moich starań ( albo z ich braku ) , obawami, że to tylko siedzi w mojej głowie. Z każdym dniem niepłodnym, kiedy można było cieszyć się radością bycia razem jeżyłam się wewnętrznie , ale z determinacją zadawaliśmy mi ból, bo tak trzeba. Nienawidzę tego trójkąta VV, ja i mąż. Sama nie wiem kogo bardziej. VV za zniszczenie tego co mogło być piękne , a teraz nawet przy najlepszych rokowaniach nie mam co odbudowywać, bo nic poza bólem już nie czuję!!!! NAWET JAK ZNIKNIE TO NIE MA NIC WIĘCEJ. Siebie nienawidzę, za to, że tak się poświęcałam. Dlaczego męża satysfakcja miałaby być ważniejsza od mojego cierpienia ! A do męża mam żal o egoizm! Taki SYNDROM ŻONY-POLKI ! Czy jakaś terapia tu pomoże ?
Dopiero teraz trafiłam na ten wątek… to jest straszne, przerażające, że V niszczy normalność, związek, poczucie własnej wartości…. jak długo tak można żyć….. Przeżywam teraz dokładnie to co Wy… ciekawi mnie co tera u was się dzieję? Czy jest lepiej? chciałabym żeby tak było.
Zeta na pewno masz łatwiej pod względem takim ,że to Twój mąż, wiadomo przysięgaliście sobie na dobre i złe, to super że możecie się tak porozumieć. Ale mnie nic nie pomaga… ja nawet nie mam przyjemności z tego… bo jak jedna forumowiczka napisała, że jak już nawet nie mam bólu to się właśnie skupia na tym żeby ten ból nie przyszedł nagle. Ja tak mam, nie mogę się odprężyć bo ból mnie paraliżuje. Ech.. a co lekarz radzi?
Nie mogę uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu uwielbiałam seks z moim Mężczyzną i on mnie uwielbiał jako kochankę. Dziś… pozostała nam tylko bliskość i czułość, nie ma szans na namiętność. Cierpię w milczeniu, staram się, ale nawet moje wielkie sukcesy to za mało. Np. mieliśmy ostatnio wyjazdowy weekend, luz i relaks, normalna para ludzi kochałaby się z ranka i wieczora, a my kochaliśmy się tylko raz, ja zadowolona, bo prawie nie bolało, ale widzę po moim Mężczyźnie, że dla niego to za mało i za rzadko. A ja teraz muszę mieć co najmniej 2-3 dni przerwy (posmarowana lignokainą), zanim znowu będę mogła się kochać we względnym komforcie. Oddalamy się od siebie, ta sfera życia rzutuje na inne. I wiem, że gdy się rozstaniemy, to będzie w tym dużo winy tej paskudnej vv. I wiem, że już nigdy z nikim się nie zwiążę !!! Szczęśliwy trójkąt ja-on-vv jest dla mnie nierealny
Moim zdaniem nam tak trudno rozmawiać o tym z naszymi mężczyznami bo ta choroba jest dla nas tak dołująca, że same nie potrafimy w nią uwierzyć i chcemy za wszelką cenę „udawać”,że jest wszystko super, że seks jest cudowny, bo tak być powinno, a skoro tak nie jest to nie potrafimy do tego przywyknąć i myślimy że to minie, że to chwila, bo przecież to powinny być cudowne chwile, które są tak potrzebne w każdym związku… Nienawidzę vv jak wszystkie kobiety i nigdy nie pogodzę się z tym, że ją mam, nie wyobrażam sobie żyć z nią do końca życia.
Annuar ciesz się że seks był bez bólu :) Na pocieszenie opowiem Wam co ostatnio usłyszałam od ginekologa Uwaga….. Wagina kobiety nie nadążyła za rewolucją seksualną…. Nie jest fizjologicznie przystosowana do tak częstego seksu jak byśmy chciały :) Potrzebuje czasu na regenerację mikrouszkodzeń mechanicznych. Wagina najlepiej przygotowana jest do stosunku wtedy kiedy jest największa szansa na zapłodnienie czyli podczas owulacji , to jest kilka dni w miesiącu , przy optymalnych warunkach do odbycia stosunku . My chcemy często vagina może rzadko , no i w tym problem.
A seks to nie tylko penetracja , można się kochać na wiele sposobów :)))
giga udawanie jest najgorszym rozwiązaniem , bo szczerość w związku to podstawa na jakiej można zbudować intymność :)
A ja po prostu czuję się… niepełnosprawna i bardzo mi z tym źle…
Gdyby była to powszechna, znana choroba, to chyba byłoby mi łatwiej porozmawiać o tym z Partnerem. Bylibyśmy oboje wściekli i pełni żalu, że spotkało nas coś okrutnego i nietypowego, ale mając wiedzę łatwiej się oswoić.
Zazdroszczę zeta.77 takiego związku, partnerstwa i bliskości.
Ja mam udany związek, ale jednak nie jest to ten rodzaj bliskości, aby szczerze porozmawiać, ja tego nie potrafię.
Annuar mam nadzieję że nadejdzie czas kiedy będziesz mogła o tym rozmawiać. To nie jest proste.
Ale to choroba , uszkodzenie nerwu. O uszkodzeniu nerwu w ręce mogłabyś rozmawiać, a o uszkodzeniu w miejscu intymnym trochę trudniej porozmawiać to zrozumiałe, ale nie niewykonalne. Najgorsze jest to że oddalacie się od siebie, być może twój partner „tworzy” sobie scenariusze czemu tak jest np że już go nie kochasz, że kochasz innego , że on Cię nie pociąga itp.
Przecież gdyby Twój partner wiedział że masz v moglibyście się kochać częściej ale bez penetracji, można się kochać na wiele sposobów .Mężczyźni są o wiele bardziej wrażliwi niż nam się wydaje :)
Zeta masz rację nie ma co udawać, ja nie udaję, mówię partnerowi jak jest, co czuję. Tylko wierzę w siłę umysłu… przynajmniej staram się, dlatego napisałam że udaję że jest dobrze cały czas bo nie mogę pogodzić się z tą chorobą, a kiedy nie jest dobrze to rozmawiam o tym otwarcie. Wierzę, że kiedyś VV będzie tylko złym wspomnieniem z pomocą lekarzy, Waszą dziewczyny, moim umysłem ;), itd. Zeta szok to co Ci powiedział gine. ale coś w tym jest, teraz seksualność kobiet zalewa nas z każdej strony i my pragniemy być seksowne, uprawiać seks każdego dnia,bo tak chcemy jak widać i tak mówią media. Ja naprawdę mówię o swoich potrzebach tylko mam żal do losu że mam VV, i nie chcę na nią chorować dlatego tak trudno mi ją zaakceptować.
Ja jestem w związku już ok 5 lat. Czasami były lepsze dni, a czasami gorsze.
Biorę Ami, ale nie wiem czy ona coś pomaga.
Myślę, że najgorsze dla nas to fakt, że nie potrafimy się rozluźnić. Ja kiedy tylko wiem że zaraz coś będzie. Czuje jak sama się w sobie zapieram. Nie umiem się tego pozbyć.
Z moich obserwacji to: im częściej uprawiam sex, tym lepiej mi to przychodzi. Najgorszym momentem jest dla mnie miesiączka. Ten tydzień przerwy rujnuje moje trzy-tygodniowe postępy i znów jestem w punkcie zero – znów czuje ból. Po okresie czuje się jak bym znów była dziewicą! Ale się nie poddaje i walczę, jeśli czuje ból to co 2 dzień, a potem kiedy ból się zmniejszy to daje rade codziennie, oczywiście jeśli mam czas :) i siłę :). Cały czas liczę, że kiedyś mi ta choroba przejdzie!
Malutka mam identycznie jak Ty- nie mogę się rozluźnić i to mnie tak dołuje…i przeraża że nie mogę zapanować nad własnym ciałem. Ja w przeciwieństwie do Cb najczęściej podczas okresu czuję się lepiej. Masz racje że częsty seks pomaga, tylko najgorzej jest kiedy ból jest tak duży, że to nie jest w ogóle możliwe. Nawet kiedy mam dużą ochotę na seks i mój mężczyzna o tym wie i dochodzi do zbliżenia, a nagle ból wkracza do akcji to wtedy to jest dla mnie najgorsze.
hej dziewczyny. Chyba mój związek po tylu latach sie rozpada. W sumie to bardzo mi żal, ale bylam pewna że moje dolegliwości mogą kiedys przeważyć na moja niekorzyść. Tzn nie rozstajemy sie z powodu sexu, ale wiadomo ze ta część naszego współżycia jest na minus. Nigdy nie bedzie u nas takiego sexu jak maja inne pary…
Co można powiedzieć facetowi?
Postaram się bardziej?
Wiadomo, że celowo żadna z nas sobie tego nie życzyła.
Fakt faktem nasze problemy zmotywowały mnie by pójść do lekarza i kontynuować leczenie.
Malutka, przeczytałam Twoją wypowiedź ze ściśniętym sercem. Twoje zdanie: „Co można powiedzieć facetowi? Postaram się bardziej?” trafia w sedno. Ja ciągle walczę o związek i boję się, aby nie napisać wkrótce tego co Ty. Zresztą, jak to brzmi: „walczę” – o związek nie powinno się „walczyć”, on ma „płynąć”, a przez tę wstrętną, paskudną, okrutną vv ja muszę ciągle, każdego dnia walczyć :((( Czuję się tak jak Ty – problemy z sexem nie są główną, ale niezwykle istotną przyczyną rozstania. Bez udanego życia seksualnego nie można skutecznie rozwijać związku i rozwiązywać różnych problemów. Ta sfera wpływa na wszystko inne. Matko, jakie to niesprawiedliwe !!! Chce mi się wyć !!!
Malutka bardzo mi przykro że tak się stało… To bardzo przykre. Związki rozpadają się z różnych , powodów, niekiedy zdarza się że z powodu choroby partnera. Pierwsze chwile są ciężkie i bolesne, ale potem kiedy emocje opadną do głosu dochodzi rozsądek.Pojawiają się pytania Czy ten partner był miłością mojego życia?Czy jakbym bym mogła uprawiać „normalnie „seks to nie rozstalibyśmy się? Cholera jasna co to za partner który zwiewa jak pojawiają się problemy?!? V to nie jedyna choroba jak może nas dopaść… I co wtedy schody i ewakuacja?
I kolejne zagadnienie , co oznacza stwierdzenie „mieć seks jak inne pary”? Niestety z przykrością muszę stwierdzić ja dr House ludzie kłamią , to że opowiadają innym ,jaki to oni maja świetny seks, ile to razy na dobę się kochają to wcale nie znaczy że tak jest naprawdę . Do tego drogie współtowarzyszki niedoli to my same dołki pod sobą kopiemy bo co 4 kobieta udaje orgazm ;)co druga udaje raz na jakiś czas ;) I to zdrowe kobiety … Masakra jakaś …Na dodatek pożądanie zmienia się z upływem trwania związku , no nie oszukujmy się na początku jest zupełnie niż po 18 latach ;)
Ja cieszę się z tego seksu który mam , może jestem minimalistką ;) ale choroba zmieniła mój sposób postrzegania rzeczywistości, nie oglądam się na inne pary.Niech sobie mają seks królewski , ja mam CESARSKI co z tego że z lidokainą :)))))
Dawno mnie tu nie było, niedługo miną cztery lata z vv. Ami przyjmuję od 8 miesięcy a neurontin i ami od 6. Jakiś czas temu zakończył się mój 5,5 letni związek, dzień przed moimi urodzinami były narzeczony oznajmił mi, że to koniec. Byłam na to przygotowana, pomimo uczucia, bo sama nie raz myślałam, żeby to zakończyć, bo po co mi facet, który nie rozumie jak trudno żyć z tą chorobą. Pieprzony egoista, którego przerosła sytuacja. Ale dzięki temu pozbyłam się ciągłych wyrzutów sumienia, wiecie doskonale o czym mówię:) W moim życiu przez zupełny przypadek pojawił się facet, który wszystko rozumie i traktuje mnie „normalnie”. Na własnej skórze przekonałam się, że w tej chorobie „normalny” mężczyzna odgrywa nieocenioną rolę. Nie wiem co przyniesie przyszłość, ale jestem z siebie dumna, bo dałam i nadal daję rade. W ciągu kilku miesięcy bardzo dużo w swoim życiu zmieniłam, z perspektywy czasu wiem, że tylko na lepsze. Od kilku tygodni ból na poziomie zero:) W związku z tym wracam powoli do życia intymnego.
Trzymam za was wszystkie kciuki i pamiętajcie, że nawet jeżeli facet odejdzie to nie warto rozpaczać, bo nieudany związek nie ułatwia leczenia.
Asiula – wielkie gratulacje, dodałaś mi odwagi. Przymierzam się do powiedzenia Partnerowi o mojej chorobie. Nie wiem jak zareaguje. Może będzie koniec, a może będzie ulga i dalsze bycie razem. Jak pisałam przed chwilą w innym temacie forum zaczęłam uczyć się jazdy konnej, o czym zawsze marzyłam. Po każdej jeździe przez 2 dni nie mogę się dotknąć. Dyskomfort oddziałujący na wszelkie sfery życia. To kolejny powód by w końcu wyznać Partnerowi (który mnie w nauce jazdy wspiera) bolesną tajemnicę.
dla dobra związku bardzo ważna jest szczerość. VV to dla nas ogromne ograniczenie i cierpienie dlatego nasi partnerzy muszą o niej wiedzieć. Mój chłopak na początku gdy dopadła mnnie vv myślał,że mój ból podczas sexu to jego wina i w efekcie cierpieliśmy w milczeniu oboje. Teraz o wszystkim rozmawiamy, pilnuje żebym brała leki, wspiera mnie gdy jest gorzej i cieszy się jak dzieciak gdy nic mnie nie boli i możemy normalnie uprawiać sex. To ważne dla mnie aby mój partner rozumiał przez co przechodzę. Nie wyobrażam sobie też życia u boku kogoś kto by mnie tą chorobą „dołował”. Już i tak jesteśmy naznaczone cierpieniem i ograniczeniami, dlatego związek powinien dodawać nam sił i otuchy. Pogadaj ze swoim facetem, jeśli tego nie zrozumie to może nie warto walczyc o ten związek. My dziewczyny z vv musimy przede wszytskim walczyć o siebie !
Ja walczę z vesti od 5 lat, ale dopiero od tego roku skutecznie (dzięki temu forum!!!!) i doskonale wiem, jakie to uczucie kiedy wiesz, że to Twoja choroba jest przeszkodą na drodze do szczęścia i Ciebie i partnera. Ja, dzięki bogu rozpoczęłam współżycie z obecnie już moim mężem, który zawsze mnie wspierał, chociaż wiem, że wielokrotnie było mu bardzo ciężko, ale przeszliśmy przez to razem i teraz razem od nowa uczymy się intymności. Jest coraz lepiej. I zgadzam się, że jeżeli facet tego nie zrozumie to po prostu nie jest wart Waszej uwagi. Niestety ale wyżej pępka nie da się podskoczyć. Życzę Wam wszystkim, i sobie przy okazji też, pokonanaia tej „zarazy”!
No i stało się :((((((((((((((( Witajcie Dziewczyny! Długo mnie tu nie było, tonę w rozpaczy. W międzyczasie załamało mi się życie. Mój 7-letni związek zakończył się. Mój eks-partner wdał się we wrześniu w romans z naszą najbliższą sąsiadką, żoną i matką. Przeżyłam piekło zdrad, oszust, upokorzeń i obietnic łamanych prosto w oczy. Straciłam faceta, ukochany dom i zwierzaki. W grudniu wyprowadziłam się i niestety zaczynam życie od nowa. Choroba była moją tajemnicą, nie odważyłam się wyznać prawdy Partnerowi czekając na „dobry moment” i to był błąd, którego już nigdy nie popełnię. Choć biorąc pod uwagę wszystko, co i jak On mi zrobił (daruję sobie tę opowieść nadającą się na scenariusz filmowy) to wiedza o mojej chorobie nie powstrzymałaby go, a może nawet przyśpieszyłaby zdrady i usprawiedliwienie wyrzutów sumienia. Gdy powiedziałam Mu o chorobie, było już za późno na ratowanie związku, już się nią nie przejął ani nie zagłębiał. Czy vulvodynia zniszczyła moje życie ? – mam poczucie, że tak. Sprawiła, że oddaliłam się od Partnera, straciłam wigor, zapał do seksu, zabrakło ognia, namiętności i adrenaliny, dbałości o związek, wszystko jak w kostce domino zaczęło się sypać… Oprócz miłości i seksu ta choroba odbiera mi ponadto jedyną radość, jaka mi pozostała, powód do wyjścia z domu i wypełnienie pustki – jazda konna. Mogę jeździć na koniu góra 2 h, potem muszę mieć 2-3 dni przerwy. Boli nie tyle „w trakcie” co „po”, jest palenie, pieczenie a potem swędzenie kilka dni. Gdyby nawet w moim życiu pojawiła się szansa na seks, to i tak musiałabym wybrać – albo seks albo jazda konna – tak zresztą było w świeżo zakończonym związku, okrutny wybór, biorąc pod uwagę, że oboje (a właściwie „troje”, licząc Kochankę) jeździmy konno. Mam poczucie, że już nic dobrego i pięknego mnie w życiu nie spotka…
Ja to się całkowicie odizolowałam od mężczyzn, nie chcę nawet chodzić na żadne randki bo wiem, że to i tak nie wypali. Ja już się nie łudzę, żaden facet nie wytrzyma bez seksu i prędzej czy później będzie naciskał na współżycie, więc nie będę męczyć ani siebie, ani jego. Dla większości mężczyzn seks jest w związku najważniejszy, więc wolę sobie oszczędzić rozczarowań. Ale jeśli kobieta już ma partnera i zapada Vulvodynię, to jest to nie lada wyzwanie dla związku. Tylko nieliczne pary przetrwają takie problemy, więc ta trudna sytuacja jest niewątpliwie testem dla uczuć. W takich momentach okazuje się czy mężczyzna tak naprawdę kocha kobietę i czy jest zdolny do poświęceń w imię miłości. Jestem przekonana, że wytrzymają to tylko najdojrzalsi, a takich jest niestety duży deficyt.