możesz wesprzeć naszą pracę poprzez wpłatę dowolnej kwoty
vulvodynia.pl
strona główna/mapa strony/słowa kluczowe
Sierpień, 2008

„ludzie nie chcą się zajmować kobiecymi genitaliami”

Poni­żej pre­zen­tu­jemy roz­mowę z ame­ry­kań­skim spe­cja­li­stą zaj­mu­ją­cym się od lat bada­niami i lecze­niem vulvo­dy­nii, oraz pro­mo­to­rem sto­so­wa­nia tech­nik bio­fe­ed­backu, dr. Howar­dem Gla­ze­rem.

A. Sera­fin i M. Czyż: Dok­to­rze Gla­zer, jest Pan twórcą nie­in­wa­zyj­nej, nie­far­ma­ko­lo­gicz­nej metody lecze­nia vulvo­dy­nii i wyniki badań świad­czą o tym, że w wielu przy­pad­kach jest ona sku­teczna. Czy mógłby Pan nam opo­wie­dzieć o swo­jej metodzie?

Dr Howard Gla­zer: Ta metoda opiera się na wyko­rzy­sta­niu bio­fe­ed­backu. Bio­fe­ed­back polega na uży­ciu tech­no­lo­gii w celu pomiaru fizjo­lo­gicz­nych reak­cji ciała i poka­za­nia ich pacjen­towi poprzez sygnały wizu­alne lub słu­chowe. W ten spo­sób ludzie mogą zoba­czyć, co w rze­czy­wi­sto­ści robi ich ciało, co robią mię­śnie, co się dzieje z prze­pły­wem krwi, z pro­ce­sami che­micz­nymi, tem­pe­ra­turą skóry. Każdy bio­lo­giczny sygnał może zostać zmie­rzony i prze­kształ­cony w sygnał, który jest poka­zy­wany pacjen­towi. Tech­no­lo­gia ta jest uży­wana ponie­waż sta­nowi bar­dzo pomocny spo­sób w samo­re­gu­la­cji i kon­tro­lo­wa­niu pro­ce­sów fizjo­lo­gicz­nych. Zaczęto ją sto­so­wać jako tech­nikę labo­ra­to­ryjną, którą posłu­gi­wali się psy­cho­lo­dzy bada­jący zabu­rze­nia emo­cjo­nalne. Emo­cje bowiem zwią­zane są ze zmia­nami fizjo­lo­gicz­nymi. Za pomocą bio­fe­ed­backu można kon­tro­lo­wać te zmiany i tym samym zmniej­szyć dys­funk­cjo­nalne reak­cje emo­cjo­nalne.
Jeśli cho­dzi o opra­co­waną przeze mnie metodę to bio­fe­ed­back jest sto­so­wany do mie­rze­nia sygna­łów pły­ną­cych z mię­śni w pochwie zwa­nych mię­śniami dna mied­nicy. Vulvo­dy­nia bowiem jest w swo­jej isto­cie zabu­rze­niem bólo­wym, a w obsza­rze, w któ­rym wystę­puje ból zacho­dzi wiele zmian fizjo­lo­gicz­nych. W reak­cji na ból mię­śnie zaci­skają się, tęt­nice zwę­żają zmniej­sza­jąc prze­pływ krwi, a nerwy stają się bar­dziej wraż­liwe. Wszyst­kie te zmiany są mie­rzone poprzez aktyw­ność mię­śni. W ten spo­sób odkry­li­śmy, że u kobiet, które cier­pią na zabu­rze­nia bólowe pochwy i/​lub vulvy (sromu) wystę­puje spe­cy­ficzny, dys­funk­cjo­nalny obraz mię­śni (muscle pro­file). Jeste­śmy w sta­nie go zmo­dy­fi­ko­wać i dzięki temu przy­wró­cić do normy fizjo­lo­gię w tym rejo­nie i wyeli­mi­no­wać ból. Z naszych badań wynika, że w ten spo­sób 50% naszych pacjen­tek cał­ko­wi­cie pozbywa się symp­to­mów i stan ten utrzy­muje się przez pięć kolej­nych lat, kiedy je badamy. To jest cał­kiem dobry wynik. Ta metoda jest rów­nie sku­teczna co inter­wen­cje chi­rur­giczne czy leki, ale w prze­ci­wień­stwie do nich nie jest obar­czona ryzy­kiem. Ta metoda wzmac­nia pacjentki ucząc samo­re­gu­la­cji, która umoż­li­wia kon­trolę fizycz­nych reak­cji ciała odpo­wie­dzial­nych za wzmo­żone odczu­wa­nie bólu. Dzięki temu kobiety są w sta­nie go kon­tro­lo­wać i wyeliminować.

A. Sera­fin i M. Czyż: Pod­czas naszej wcze­śniej­szej roz­mowy powie­dział Pan, że vulvo­dy­nia tak naprawdę nie jest scho­rze­niem gine­ko­lo­gicz­nych. Co Pan miał przez to na myśli?

Dr Howard Gla­zer: Kwe­stie zwią­zane z geni­ta­liami kobiet są uwa­żane za wyłączny obszar gine­ko­lo­gów. Myślę, że jest to przyj­mo­wane auto­ma­tycz­nie i wynika z cze­goś co bym nazwał spo­łecz­nymi uprze­dze­niami, a nie z rze­czy­wi­stego przy­go­to­wa­nia zawo­do­wego. Cho­dzi mi o to, że pozo­stali leka­rze, nie-​​ginekolodzy, nie chcą mieć nic wspól­nego z geni­ta­liami, ich gabi­nety nie są przy­sto­so­wane do tego typu badań (choćby pod wzglę­dem braku odpo­wied­nich foteli), ich współ­pra­cow­nicy (np. pie­lę­gniarki) – rów­nież nie. Zaj­mo­wa­nie się obsza­rem geni­ta­liów sta­nowi spe­cy­ficzną dzie­dzinę. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych obar­czone jest dużym ryzy­kiem w sen­sie regu­la­cji praw­nych i gine­ko­lo­gia zaanek­to­wała cały ten obszar. W prak­tyce zna­czy to, że każda kobieta wie, że jeśli doświad­cza jakiś pro­ble­mów w swo­ich narzą­dach płcio­wych, to lekarz, do któ­rego powinna się udać to gine­ko­log. Nawet gdyby pacjantka poszła do leka­rza innej spe­cja­li­za­cji to on czy ona i tak ode­sła­liby ją do gine­ko­loga. W tym sen­sie nie ma żadnych wąt­pli­wo­ści, że vulvo­dy­nia jest cho­robą gine­ko­lo­giczną. Ból jest bowiem umiej­sco­wiony w tym obsza­rze ciała, który dia­gno­zują i leczą gine­ko­lo­dzy.
Z dru­giej jed­nak strony vulvo­dy­nia nie jest jed­nak cho­robą pochwy i vulvy z per­spek­tywy tego, czego uczeni są gine­ko­lo­dzy, czyli infek­cji, cho­rób skóry jak liszaje i der­ma­tozy, zabu­rzeń hor­mo­nal­nych, itd. Gine­ko­lo­dzy są bar­dzo dobrze wyszko­leni w prze­pro­wa­dza­niu zabie­gów chi­rur­gicz­nych i w far­ma­ko­te­ra­pii cho­rób vulvy i pochwy, które są zwią­zane z całym ukła­dem moczo­wym, z jaj­ni­kami, z jajo­wo­dami, itd. Nato­miast w kwe­stiach zwią­za­nych z zewnętrz­nymi narzą­dami płcio­wymi, z vulvą, w aspek­cie chro­nicz­nego bólu gine­ko­lo­dzy nie otrzy­mują żadnego szko­le­nia i czę­sto nie mają żadnej świa­do­mo­ści, że takie dole­gli­wo­ści ist­nieją. Przy­tła­cza­jąca więk­szość leka­rzy o spe­cja­li­za­cji gine­ko­lo­gicz­nej w USA nigdy nie sły­szała słowa „vulvo­dy­nia”. I w tym sen­sie nie jest ona cho­robą gine­ko­lo­giczną: nie sta­nowi zabu­rze­nia struk­tu­ral­nego, nie jest infek­cją, nie jest pro­ble­mem der­ma­to­lo­gicz­nym ani hor­mo­nal­nym. Zgod­nie z defi­ni­cją (pierw­szy raz podaną przez Frie­dri­cha w 1987 roku) aby posta­wić dia­gnozę vulvo­dy­nii trzeba wyeli­mi­no­wać wszel­kie znane orga­niczne czy medyczne czyn­niki wywo­łu­jące ból. Jeżeli powód bólu jest znany, np. infek­cja pochwy, der­ma­toza, ból neu­ro­pa­tyczny czy zabu­rze­nia hor­mo­nalne, to nie jest to vulvo­dy­nia. Vulvo­dy­nia jest zabu­rze­niem, które w medy­cy­nie okre­śla się mia­nem funk­cjo­nal­nego albo wła­ści­wego zabu­rze­nia (func­tio­nal or essen­tial disor­der) i wymaga wyklu­cze­nia wszel­kich zna­nych, orga­nicz­nych źródeł bólu. Tak więc pacjentki muszą być zba­dane przez gine­ko­lo­gów, żeby wyklu­czyć wszel­kie orga­niczne przy­czyny bólu i tylko wtedy może być posta­wiona dia­gnoza vulvo­dy­nii. Chciał­bym także pod­kre­ślić, że wyklu­cze­nie czyn­ni­ków „gine­ko­lo­gicz­nych” nie ozna­cza, że vulvo­dy­nia sta­nowi pro­blem psy­cho­lo­giczny. Jej pod­łoże nie jest psy­cho­genne. Ale jest to z pew­no­ścią cho­roba, która ma ogromny wpływ na kon­dy­cje psy­chiczną. Wszyst­kie nasze pacjentki odczu­wają duży lęk i są przy­gnę­bione i wyma­gają inter­wen­cji psy­cho­lo­gicz­nej. Ból zwią­zany z vulvo­dy­nią bar­dzo ogra­ni­cza lub wręcz wyklu­cza aktyw­ność sek­su­alną, a z pew­no­ścią unie­moż­li­wia upra­wia­nia seksu wagi­nal­nego. Łatwo się domy­ślić, że ma to bar­dzo destruk­cyjny wpływ na pacjentki. Mówię o tym, żeby pod­kre­ślić, że vulvo­dy­nia ma ogromne psy­chiczne i psy­cho­sek­su­alne kon­se­kwen­cje, ale że jej przy­czyny nie są psy­cho­lo­giczne. Teza, że wyklu­cze­nie wszel­kich orga­nicz­nych czyn­ni­ków cho­roby ozna­cza, że sta­nowi ona pro­blem psy­chiczny, jest po pro­stu błędna. Kiedy wyko­nu­jemy bada­nie histo­pa­to­lo­giczne bole­snych tka­nek u kobiet cier­pią­cych na vulvo­dy­nię to wyka­zuje ona zabu­rze­nia potwier­dza­jące stan chorobowy,takie jak cechy pro­cesu zapal­nego, zwięk­szoną ilość masto­cy­tów oraz prze­rost sen­so­rycz­nych zakoń­czeń ner­wo­wych. Wystę­pują zatem obiek­tywne, mie­rzalne zmiany, które potwier­dzają ist­nie­nie bólu, jed­nak nie są to zmiany w tra­dy­cyj­nym, gine­ko­lo­gicz­nym rozu­mie­niu tego słowa.
Vulvo­dy­nia jest bar­dziej zabu­rze­niem bólo­wym niż cho­robą gine­ko­lo­giczną. Ponie­waż jed­nak leka­rze spe­cja­li­zu­jący się w lecze­niu bólu nie są szko­leni w obsza­rze geni­ta­liów to nasze pacjentki nie mogą liczyć na pomoc ani od jed­nych, ani od dru­gich. Mogą leczyć się u gine­ko­loga, który nie ma pro­blemu z tym, żeby zba­dać ich narządy płciowe, ale nie spe­cja­li­zuje się w lecze­niu bólu vulvy czy pochwy lub mogą udać się do leka­rza spe­cja­li­zu­ją­cego się w lecze­niu bólu, który jed­nak nie będzie chciał mieć nic wspól­nego z geni­ta­liami żeńskimi. W ten spo­sób pacjentki nie uzy­skują potrzeb­nej pomocy. Chciał­bym jesz­cze raz wró­cić do kwe­stii wpływu, jaki ból ma na funk­cjo­no­wa­nie kobiet. Doty­czą one tak jak mówi­łem sfery sek­su­al­nej, w tym ogrom­nego spadku libido. Ponadto jed­nak ból zawsze ma też ogromny wpływ na uni­ka­nie aktyw­no­ści spo­łecz­nych, życia towa­rzy­skiego.
Chciał­bym wspo­mnieć o pracy badaw­czej grupy spe­cja­li­stów z Mont­re­alu, któ­rzy doszli do waż­nych wnio­sków w kwe­stii wpływu vulvo­dy­nii na psy­chikę kobiety – wnio­ski te rów­nież uwzględ­niam teraz w mojej prak­tyce – ich odkry­cie świad­czy o tym, że nawet po tym, jak ból zosta­nie wyle­czony to u kobiet, które długo cier­piały na vulvo­dy­nię libido nie wzra­sta do wcze­śniej­szego (przed wystą­pie­niem cho­roby) poziomu. Kiedy pacjentki przy­cho­dzą się leczyć to mówią: „oczy­wi­ście, że nie jestem zain­te­re­so­wana sek­sem. Spra­wia mi ból, więc go uni­kam. Ale kiedy mnie wyle­czy­cie i pozbędę się bólu, to będę tak samo zain­te­re­so­wana sek­sem jak kie­dyś”. Oka­zuje się jed­nak, że tak się nie dzieje. Jeste­śmy w sta­nie zmniej­szyć lub cał­ko­wi­cie wyeli­mi­no­wać ból jed­nak kobiety nie odzy­skują zain­te­re­so­wa­nia sek­sem. Stąd tak ważna, konieczna, jest rów­nież odbu­dowa sek­su­al­no­ści tych kobiet, ich pożą­da­nia, ero­tycz­nego pod­nie­ce­nia i intym­nej rela­cji z part­ne­rem. To jest bar­dzo ważny ele­ment pracy i w tym miej­scu potrzebna jest pomoc psy­cho­te­ra­peuty. Taka praca może mieć cha­rak­ter indy­wi­du­alny, w któ­rej tera­peuta pomaga pacjentce upo­rać się z przy­gnę­bie­niem, depre­sją czy lękiem, może to też być praca z parą nad odbu­do­wa­niem ich intym­no­ści i pożą­da­nia. Jest klu­czowe, bo nasze doświad­cze­nia wska­zują, że nawet kiedy zope­ru­jemy pacjentkę (wyko­namy vesti­bu­lek­to­mię) i usu­wa­jąc bole­sne tkanki przed­sionka pochwy i po 6 tygo­dniach zba­damy to miej­sce i usły­szymy „nic mnie nie boli, wyle­czy­li­ście mnie, bar­dzo dzię­kuję” to oka­zuje się, że współ­ży­cie boli tak samo jak przed ope­ra­cją. Z per­spek­tywy lekar­skiej pacjentka jest zdrowa, ale z punktu widze­nia jej funk­cjo­no­wa­nia i doświad­czeń nadal ma bar­dzo poważne pro­blemy sek­su­alne. Leka­rze zwy­kle nie zaj­mują się zbyt wiele sek­su­al­no­ścią – to też jest bar­dzo ważna kwe­stia.
Nie­za­leż­nie zatem od tego, jakie lecze­nie zosta­nie zasto­so­wane (far­ma­ko­lo­giczne, chi­rur­giczne, moja metoda oparta o bio­fe­ed­back) trzeba rów­nież leczyć kobietę pod wzglę­dem psy­cho­lo­gicz­nym, psy­cho­sek­su­al­nym i inter­per­so­nal­nym. Fakt ten jest znany w dzie­dzi­nie lecze­nia bólu od wielu, wielu lat: kiedy czło­wiek doświad­cza bólu w jakiej­kol­wiek czę­ści swo­jego ciała to ogra­ni­cza swoją aktyw­ność, ale wyle­cze­nie tego obszaru i przy­wró­ce­nie go do peł­nej spraw­no­ści nie ozna­cza auto­ma­tycz­nie, że osoba powróci do aktyw­no­ści, któ­rych zaprze­stała z powodu bólu.
Vulvo­dy­nia to przede wszyst­kim chro­niczne zabu­rze­nie bólowe i powinna być leczona tak, jak wszyst­kie inne chro­niczne dole­gli­wo­ści bólowe z per­spek­tywy psy­cho­spo­łecz­nej i funk­cjo­no­wa­nia. Z jed­nej strony ważne jest aspekt psy­cho­sek­su­alny, a z dru­giej orga­niczny: znor­ma­li­zo­wa­nie obszaru poprzez reduk­cję stanu zapal­nego, polep­sze­nie prze­pływu krwi itp. Więc do lecze­nia potrzebny jest inter­dy­scy­pli­narny zespół. A jego koor­dy­na­to­rami powinni być: spe­cja­li­sta od lecze­nia bólu oraz psy­cho­te­ra­peuta, a nie gine­ko­log. Spe­cja­li­sta od lecze­nia bólu zaj­muje się tu medyczną, bar­dziej tra­dy­cyjną czę­ścią pracy, a tera­peuci aspek­tami psy­cho­lo­gicz­nymi i seksualnymi.

A. Sera­fin i M. Czyż: Mamy teraz pyta­nie o bio­fe­ed­back. Praw­do­po­dob­nie naj­więk­szą wadą tej metody jest fakt, że zanim nastąpi poprawa, to konieczne są sys­te­ma­tyczne ćwicze­nia przez długi okres czasu, np. 9 mie­sięcy. Czy posiada Pan jakieś sta­ty­styki doty­czące tego jakiej czę­ści kobiet udaje się wytrwać ten okres?

Dr Howard Gla­zer: Zga­dzam się z wami, że koniecz­ność zdy­scy­pli­no­wa­nego ćwicze­nia przez długi okres czasu to naj­więk­szy minus mojej metody. Lecze­nie to trwa śred­nio mię­dzy 6 a 9 mie­sięcy. Odpo­wia­da­jąc na wasze pyta­nie jedna czwarta osób rezy­gnuje z pro­gramu zanim zauważy poprawę.
Mój pro­gram składa się z 20 minut ćwiczeń wyko­ny­wa­nych dwa razy dzien­nie. W ćwicze­niach kobieta wspro­wa­dza do pochwy sondę o kształ­cie tam­ponu pod­łą­czoną do kom­pu­tera. Ćwicze­nia pole­gają na napi­na­niu i roz­luź­nia­niu mię­śni i są tro­chę podobne do ćwiczeń dr. Arnolda Kegla opra­co­wa­nych w latach 40-​​tych i 50-​​tych, jed­nak wyko­rzy­stuje się w nich zaawan­so­waną tech­no­lo­gię.
Wydaje mi się, że więk­szość osób opacz­nie rozu­mie moją metodę sądząc, że skoro zaj­muję się pomia­rami mię­śni to wyko­nuję fizjo­te­ra­pię przy uży­ciu zaawan­so­wa­nej tech­no­lo­gii i leczę ból mię­śni. To nie­po­ro­zu­mie­nie. Vulvo­dy­nia nie jest bólem układu kostno-​​stawowego. Sto­suję pomiary elek­tryczne mię­śni nie dla­tego, że ból doty­czy mię­śni, ale dla­tego, że są one inte­gralną czę­ścią fizjo­lo­gii obszaru mied­nicy. Zapis w roz­dziel­czo­ści tysięcz­nych czę­ści sekund szcze­gó­ło­wych wzor­ców elek­trycz­nej aktyw­no­ści mię­śni dostar­cza infor­ma­cji na temat natle­nie­nia, prze­pływu krwi, hor­mo­nów, aktyw­no­ści układu ner­wo­wego, który kon­tro­luje mię­śnie. Uwa­żam, że vulvo­dy­nia sta­nowi przede wszyst­kim zabu­rze­nie zwane syn­dro­mem chro­nicz­nego zlo­ka­li­zo­wa­nego bólu (chro­nic regio­nal pain syn­drome, kie­dyś znane jako reflex sym­pa­the­tic dys­tro­phy). Mię­śnie w tym obsza­rze zaci­ska­jąc naczy­nia krwio­no­śne ogra­ni­czają prze­pływ krwi i praw­dzi­wym źródłem pro­blemu jest fakt, że w tkan­kach wystę­puje nie­do­bór sub­stan­cji prze­ciw­za­pal­nych i odpo­wie­dzial­nych za lecze­nie i nor­ma­li­za­cję tka­nek. Sub­stan­cje te są dostar­czane przez krew. Kiedy krą­że­nie w tym rejo­nie jest ogra­ni­czone, lecze­nie jest nie­moż­liwe. Myślę, że tak wła­śnie się dzieje u pacjen­tek cier­pią­cych na vulvo­dy­nię. A zaczyna się to od infek­cji czy podraż­nie­nia mecha­nicz­nego. Bar­dzo wiele kobiet cier­pią­cych na vulvo­dy­nię przez bar­dzo długi okres sto­so­wało np. różne leki prze­ciw­grzy­bi­cze. Przy­czyną począt­ko­wej iry­ta­cji może też być dłu­go­trwałe upra­wia­nie seksu bez odpo­wied­niego nawil­ża­nia. Moja hipo­teza jest taka, że jest to kla­syczny syn­drom zlo­ka­li­zo­wa­nego bólu. Obszar ciała broni się poprzez zapa­le­nie, ogra­ni­cze­nie krą­że­nia, zwięk­sze­nie aktyw­no­ści zakoń­czeń ner­wo­wych i mię­śni. Jed­nak te reak­cje obronne nie zani­kają po usta­niu ich pier­wot­nej przy­czyny. Pro­ces ten (reflex sym­pa­the­tic dys­tro­phy) anga­żuje auto­no­miczny układ ner­wowy i skut­kuje dys­tro­fią – czyli roz­pa­dem – tka­nek, który zawsze powo­duje ból. Żeby odwró­cić ten pro­ces sto­suję elek­to­mio­gra­fię (EMG) mię­sni po to, by przy­wró­cić odpo­wiedni prze­pływ krwi.
Zna­cze­nie prze­pływu krwi w pro­ce­sie zdro­wie­nia jest obec­nie bar­dzo pod­kre­ślane w medy­cy­nie. Dobry przy­kład sta­no­wią tu zmiany, jakie zaszły w reha­bi­li­ta­cji osób, które prze­szły ope­ra­cje chi­rur­giczne. Jesz­cze 10 lat temu takim pacjen­tom zale­cano, aby przez pewien czas po ope­ra­cji się nie ruszali. Teraz jed­nak jak naj­szyb­ciej po prze­bu­dze­niu zachęca się ich do ruchu. Wła­śnie po to, aby zwięk­szyć prze­pływ krwi. Od wie­ków poprawne krą­że­nie ma rów­nież bar­dzo duże zna­cze­nie w innych tra­dy­cjach lecz­ni­czych, np. w medy­cy­nie chiń­skiej.
Wra­ca­jąc do metody lecze­nia chciał­bym powie­dzieć jesz­cze o jej sku­tecz­no­ści, ponie­waż rów­nież w tym obsza­rze zda­rzają się nie­po­ro­zu­mie­nia. Całe pro­ce­dura trwa 9 mie­sięcy, ale przej­ściowe oznaki poprawy poja­wiają się znacz­nie wcze­śniej w trak­cie tego pro­cesu. Spo­śród pacjen­tek, które ukoń­czą 9-​​cio mie­sięczny pro­gram połowa zgła­sza cał­ko­wite wyle­cze­nie. Śledzi­li­śmy wyniki tych kobiet nawet po 5-​​ciu latach od zakoń­cze­niu kura­cji i symp­tomy nie wra­cały. Kobiety te są ponow­nie zdolne do odczu­wa­nia pożą­da­nia i doświad­cza­nia orga­zmów. Pozo­stałe 50% kobiet, które ukoń­czyły pro­gram, ale nie uzy­skały cał­ko­wi­tej poprawy okre­ślają swój stan, śred­nio, o 60% lepiej. Zna­czy to, że nie­które nie widzą żadnej poprawy, pod­czas gdy inne opi­sują sku­tecz­ność lecze­nia jako pra­wie cał­ko­wite. Chciał­bym dodać, żę Col­lege of Obste­tri­cians and Gyne­co­lo­gi­sts (ACOG) w swo­ich mate­ria­łach szko­le­nio­wych infor­muje, że reha­bi­li­ta­cja dna mied­nicy Metodą Gla­zera jest rów­nie sku­tecz­nym spo­so­bem lecze­nia vulvo­dy­nii co inter­wen­cja chi­rur­giczna czy far­ma­ko­lo­giczna. Natu­ral­nie moja metoda wymaga od pacjen­tek wyjąt­ko­wej 9-​​cio mie­sięcz­nej dys­cy­pliny. Z dru­giej jed­nak strony zgod­nie z kon­ser­wa­tyw­nymi wymo­gami medycz­nymi lecze­nie zaczyna się od pro­ce­dur nie­in­wa­zyj­nych, jeśli tylko jest to możliwe.

A. Sera­fin i M. Czyż: W kon­tek­ście Pań­skiej metody lecze­nia chcie­li­by­śmy spy­tać się o lecze­nie pochwicy i czy – w przy­padku tej dole­gli­wo­ści – różni się sama metoda?

Dr Howard Gla­zer: No cóż, jest to obszar dużych kon­tro­wer­sji. Patrząc z per­spek­tywy psy­cho­dy­na­micz­nej – a wie­dzę w zakre­sie tera­pii sek­su­al­nej zawdzię­czam ludziom takim jak dr Helen Kaplan – w prze­szło­ści zakła­da­li­śmy, że wszyst­kie kobiety, które cier­pią pod­czas próby pene­tra­cji wagi­nal­nej mają pochwicę. Na ten ból skarży się wiele kobiet (bada­nia Ber­narda Har­lowa wska­zują na 16%) i – powiedzmy 20 lat temu – wszyst­kie były myl­nie dia­gno­zo­wane jako cier­piące na pochwicę. Nato­miast fakty są takie, że pochwica jest rzadką dole­gli­wo­ścią pole­ga­jącą na odru­cho­wym zaci­ska­niu mię­śni pochwy pod­czas próby pene­tra­cji. Ten odruch jest spo­wo­do­wany wcze­śniej­szymi trau­ma­tycz­nymi doświad­cze­niami i ma na pod­łoże psy­cho­lo­giczne, pochwica jest wła­ści­wie dole­gli­wo­ścią psy­cho­lo­giczną.
Przy wszyst­kich dole­gli­wo­ściach bólo­wych wystę­puje wyuczone zacho­wa­nie w postaci napi­na­nia mię­śni. Nie speł­nia ono jed­nak kry­te­riów dia­gno­stycz­nych pochwicy, więc ucze­nie tych kobiet roz­luź­nia­nia mię­śni nie pro­wa­dzi do zmniej­sze­nia bólu, ponie­waż ból jest w tych dole­gli­wo­ściach wtórny. Jego przy­czynę sta­nowi stan zapalny, prze­rost ner­wów czy zmiany naczy­niowe. Dla­tego ucze­nie relak­sa­cji, samo­kon­troli i innych metod psy­cho­lo­gicz­nych – jak­kol­wiek ogól­nie bar­dzo istotne w lecze­niu bólu – nie roz­wią­zuje przy­czyn wywo­ły­ją­cych vulvo­dy­nię. Gine­ko­lo­dzy powszech­nie dia­gno­zują pochwicę kiedy mają pro­blem z wpro­wa­dze­niem do pochwy roz­wie­ra­cza, choć tak naprawdę obser­wują skurcz mię­śni w reak­cji na anty­cy­po­wany ból, ból, który przy vulvo­dy­nii jest jak naj­bar­dziej rze­czy­wi­sty. A to nie jest pochwica, bar­dzo nie­wiele spo­śród tych kobiet fak­tycz­nie cierpi na pochwicę. Co cie­kawe nad­uży­cia sek­su­alne i inne trau­ma­tyczne doświad­cze­nia doty­czące rejonu vulvy wystę­pują nie­zmier­nie rzadko w popu­la­cji kobiet dotknię­tych vulvo­dy­nią, znacz­nie rza­dziej niż w popu­la­cji ogól­nej. Taki sam lekarz, który mówi pacjentce, żeby napiła się przed sek­sem wina i roz­luź­niła, bo pro­blem jest „w pani gło­wie” mówi też czę­sto, że „musiała pani być w prze­szło­ści nad­użyta, skoro tak pani reaguje”. Kate­go­rycz­nie nie jest to prawdą! Vulvo­dy­nia nie jest – w prze­ci­wień­stwie do pochwicy – zabu­rze­niem psy­cho­gen­nym. Vulvo­dy­nia jest cho­robą orga­niczną pro­wa­dzącą do wyuczo­nej, odru­cho­wej akty­wi­za­cji mię­śni pochwy jako reak­cji obron­nej na spo­dzie­wany ból.

A. Sera­fin i M. Czyż: Mamy jesz­cze jedno, ostat­nie pyta­nie. Nasze dotych­cza­sowe doświad­cze­nia wska­zują, że vulvo­dy­nia nie jest w Pol­sce znana. Kobiety, o któ­rych wiemy otrzy­mały dia­gnozę w kra­jach Europy Zachod­niej lub w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Gine­ko­lo­dzy w Pol­sce, z któ­rymi jak dotąd się kon­tak­to­wa­li­śmy, nie znają tej dole­gli­wo­ści bądź uznają ją za nie­zmier­nie rzadką. Patrząc przez pry­zmat Pań­skiego mię­dzy­na­ro­do­wego doświad­cze­nia w lecze­niu vulvo­dy­nii, jak rozu­mie Pan tę sytuację?

Dr Howard Gla­zer: Myślę, że to pol­skie doświad­cze­nie nie jest odosob­nione. Rów­nież w USA i Euro­pie Zachod­niej vulvo­dy­nia wciąż jest rela­tyw­nie nie­znaną cho­robą – choć być może jest czę­ściej roz­po­zna­wana niż w Pol­sce. Olbrzy­mia więk­szość ame­ry­kań­skich gine­ko­lo­gów nie potra­fi­łaby zdia­gno­zo­wać vulvo­dy­nii, nic o cho­ro­bie nie wie. Więc nie sądzę, żeby wasze doświad­cze­nie było cał­ko­wi­cie różne.
Ta sytu­acja przy­po­mina samo­speł­nia­jącą się prze­po­wied­nię. Skoro leka­rze nie wie­dzą czym jest vulvo­dy­nia, jak ją dia­gno­zo­wać i leczyć to nie zauwa­żają jej wystę­po­wa­nia, ponie­waż pod­czas badań nie roz­po­znają jej u kobiet, które na nią cier­pią. Będą stać na sta­no­wi­sku, że vulvo­dy­nia nie jest czę­stą dole­gli­wo­ścią, więc myślą „po co miał­bym się uczyć o cho­ro­bie, któ­rej pra­wie nigdy nie spo­ty­kam?” Nie dia­gno­zują vulvo­dy­nii, co pro­wa­dzi do samo­speł­nia­ją­cego się prze­ko­na­nia, prze­ko­na­nia fał­szy­wego, że cho­roba ta nie ist­nieje bądź jest nie­zmier­nie rzadka. Leka­rze, jak my wszy­scy, mają ogra­ni­czoną ilość czasu i zaso­bów, więc uży­wają ich do stu­dio­wa­nia dole­gli­wo­ści, które wystę­pują czę­ściej, dzięki czemu będą mogli pomóc więk­szej ilo­ści pacjen­tek. „Dla­czego miał­bym poświę­cać czas na naukę o cho­ro­bie, z którą praw­do­po­dob­nie nigdy się nie zetknę w mojej praktyce?”

Sądzę, że w tej sytu­acji istotny jest rów­nież rodzaj uprze­dze­nia, spo­łecz­nego bądź psy­cho­dy­na­micz­nego. Żeńskie geni­ta­lia bar­dzo sta­no­wią temat tabu. Patrząc na róż­nicę mię­dzy męskimi a żeńskimi geni­ta­liami oczy­wi­ste jest, że męskie geni­ta­lia są, że je widać i męż­czyźni poświę­cają im wiele uwagi. Męskie geni­ta­lia są rów­nież spo­łecz­nie przy­ję­tym sym­bo­lem płod­no­ści i poten­cji. Nato­miast kobiece, zewnętrzne narządy płciowe… kiedy pyta­łem kobiety, jak mia­łem zwy­czaj na początku mojej prak­tyki „czy widzi pani jakąś zmianę?” to patrzyły na mnie z prze­ra­że­niem i mówiły: „skąd mam wie­dzieć? Prze­cież nigdy nie oglą­dam!” Tak jakby było coś per­wer­syj­nego w oglą­da­niu wła­snych geni­ta­liów. Żeńskie geni­ta­lia są zasło­nięte zewnętrz­nymi war­gami sro­mo­wymi i są umiej­sco­wione wewnątrz. I trzeba je dosłow­nie otwo­rzyć. Kiedy poru­szam ten temat, to kobiety odpo­wia­dają, że nie­wiele je łączy z wła­snymi geni­ta­liami, nie przy­jaź­nią się z nimi, nie wie­dzą jak w środku wyglą­dają, nie chcą mieć z nimi wiele wspól­nego; ze środka wypły­wają różne rze­czy, czuje się tam dys­kom­fort, są brudne i nie­ład­nie pachną… Kobiece geni­ta­lia są nie­ak­cep­to­wane. I są nie­ak­cep­to­wane przez kobiety. Mają długą histo­rię repre­sjo­no­wa­nia. Zda­rzają się godne odno­to­wa­nia wyjątki kobie­cych akty­wi­stek, ale ogól­nie są spo­łecz­nie nie­ak­cep­to­wane – I nie wydaje się to zależne od kul­tury, doty­czy wszyst­kich kra­jów, gdzie byłem. Dosko­na­łym przy­kła­dem obec­nie w Ame­ryce jest olbrzymi ruch na rzecz wcze­snego roz­po­zna­nia raka piersi, kobiece piersi są „w porządku”. Każdy może uży­wać słowa piersi i mówić rak piersi, ale publiczne powie­dze­nie słowa pochwa wywo­łuje mocne reak­cje. Jest wciąż bar­dzo dużo nega­tyw­nych prze­ko­nań prze­ciwko kobie­cym geni­ta­liom, prze­ciwko roz­ma­wia­niu o nich, ich doty­ka­niu, bawie­niu się nimi czy robie­niu cze­go­kol­wiek innego w celach medycz­nych, dla przy­jem­no­ści czy z innych powo­dów.
Wczo­raj jadłem lunch ze zna­jomą lekarką gine­ko­lo­giem. Ma bar­dzo duże doświad­cze­nie zawo­dowe, przez około dekadę mię­dzy innymi pro­wa­dziła pra­wie codzien­nie gine­ko­lo­giczne ope­ra­cje chi­rur­giczne. Ale gine­ko­lo­dzy nie uczą się o sek­su­al­no­ści. W trak­cie stu­diów nie ma żadnego kursu na ten temat. No więc zapy­ta­łem ją o kon­kretny odruch doty­czący tego regionu (Bul­bo­ca­ver­no­sus reflex), który wystę­puje w reak­cji na ściśnię­cie łech­taczki i jest jedną z prze­sła­nek pra­wi­dło­wego dzia­ła­nia układu ner­wo­wego. Spy­ta­łem się o to bada­nie, czy sto­suje je w swo­jej prak­tyce. W odpo­wie­dzi otrzy­ma­łem prze­ra­żone spoj­rze­nie i usły­sza­łem, że dowie­działa się o łech­taczce nie­dawno, że zaj­mo­wała się chi­rur­gią tego rejonu, ale o łech­taczce wie­działa nie­wiele. Oka­zuje się, że w trak­cie medycz­nej edu­ka­cji gine­ko­lo­gicz­nej nie uczy się o łech­taczce, gdyż jej funk­cja jest jedy­nie sek­su­alna, a gine­ko­lo­dzy nie zaj­mują się sek­su­al­no­ścią. Uprze­dze­nia doty­czące kobie­cych geni­ta­liów w kon­tek­ście sek­su­al­nym są rów­nie głę­bo­kie w gine­ko­lo­gii jak ogól­nie w spo­łe­czeń­stwie. Gine­ko­lo­dzy na przy­kład nie pod­no­szą napletka łech­taczki i jej nie oglą­dają. Ze względu na tabu i uprze­dze­nia wystę­puje wiele pry­mi­tyw­nych reak­cji na kwe­stie kobie­cych geni­ta­liów. I oczy­wi­ście wię­cej jest tych reak­cji wśród kobiet niż wśród męż­czyzn. Sądzę, że jest to jedna z przy­czyn, dla któ­rych vulvo­dy­nia jest słabo znana w świe­cie medycz­nym, ale też w całym spo­łe­czeń­stwie. Ludzie nie chcą się zaj­mo­wać kobie­cymi geni­ta­liami i tema­tami zwią­za­nymi z sek­su­al­no­ścią. Są one spo­łecz­nie nieakceptowane.

A. Sera­fin i M. Czyż: Bar­dzo Panu dziękujemy.

 

Howard I. Glazer Dr Howard I. Gla­zer pra­cuje w Cor­nell Uni­ver­sity Medi­cal Col­lege/​New York Pres­by­te­rian Hospi­tal i spe­cja­li­zuje się w uży­ciu bio­fe­ed­backu EMG w lecze­niu dys­funk­cji mię­śni dna mied­nicy oraz bólu vulvo-​​vaginalnego. Jest człon­kiem Mię­dzy­na­ro­do­wego Towa­rzy­stwa Badań nad Cho­ro­bami Vulvo-​​vaginalnymi (ISSVD), Rady Medycz­nej ame­ry­kań­skiego Naro­do­wego Sto­wa­rzy­sze­nia Vulvo­dy­nii (NVA), Rady Dorad­ców sek­cji chro­nicz­nego bólu w oko­li­cach mied­nicy OBGyn​.net. Łączy doświad­cze­nie z dzie­dzin neurofizjologii/​neurochemii, teo­rii ucze­nia się, sek­su­olo­gii, medy­cyny beha­wio­ral­nej i elek­tro­mio­gra­fii (EMG). Jest zaan­ga­żo­wany w szerg mul­ti­dy­scy­pli­nar­nych i mię­dzy­na­ro­do­wych przed­się­wzięć badawczych.

zapra­szamy do komen­to­wa­nia i dys­ku­sji na forum
deliciousdigggooglestumbleuponwykop