vulvodynia.pl
strona główna / zaloguj się lub zarejestruj

Anette_94

Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 25 wpisów - 1 do 25 (z 30 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • w odpowiedzi na: Maść z Gabapentyną #4582
    Anette_94
    Participant

    Nie byłam, ale siedzę na piłce tenisowej i trochę trenuje z dilatorami. Czuję, że te mięśnie już znacznie puściły (nie całkiem, ale jest poprawa), tyle, że najbardziej boli ten rumień wokół wejścia do pochwy, to przez tą zaczerwienienioną tkankę jest przede wszystkim dyskomfort :( Czuję też, że nad cewką moczową mam takie jakby „grudy”, których nie mogę rozmasować a uciskanie ich powoduje duży ból (właściwie to ciężko je ucisnąć odpowiednio, bo one tak dziwnie przeskakują).

    w odpowiedzi na: Maść z Gabapentyną #4579
    Anette_94
    Participant

    martanowo – z jednej strony możesz mieć rację, nie będę dyskutować z dowodami naukowymi. Brałam Amitryptylinę i faktycznie nie pomogła, ale z kolei Wenlafaksyna mocno zredukowała mi objawy bólowe. Co prawda nie wyleczyła całkowicie, ale jest lepiej o jakieś 70%. Dlatego mam ochotę spróbować z tą maścią, może akurat na mnie też zadziała (nie chcę brać doustnie kolejnego leku psychotropowego).

    giga20 – No właśnie, po samej aplikacji czuć taką delikatną poprawę, ale jestem ciekawa jak to będzie po miesiącu, czy wtedy poprawa będzie wyraźniejsza i nie tylko na czas wchłaniania leku. Na razie smaruję dopiero 4 dzień, więc zobaczymy jak będzie później.

    w odpowiedzi na: Maść z Gabapentyną #4576
    Anette_94
    Participant

    Dziękuję. A powiedz mi jeszcze czy poczułaś jakąś poprawę po zastosowaniu tej maści? Jeśli tak, to po jakim czasie pojawiły się efekty? Trzeba na to czekać tygodniami jak przy tego typu lekach czy zadziałało od razu?

    w odpowiedzi na: Postępy w leczeniu #4506
    Anette_94
    Participant

    Moje drogie, przychodzę do Was z dobrymi wieściami. W zeszłym roku leczyłam się Amitrytyliną, która niewiele pomogła mi w mojej (domniemanej) vestibulodyni. W międzyczasie byłam również w Terpie u dr Baszak, która potwierdziła moją diagnozę. Uznała jednak, że skoro Ami nie pomogła (która podobno dodatkowo napina mięśnie), to winy należy szukać w funkcjonowaniu mięśni dna miednicy. Miałam się już umawiać na tę terapię Recover, ale coś tam mi zawsze wyskakiwało i w końcu się nie dodzwoniłam. Przytłaczała mnie też myśl wydania na to leczenie kilku tysięcy zł bo nie ukrywam, ale zwyczajnie mnie na to nie stać. Mama oczywiście mnie namawiała i mówiła, że za wszelką cenę mam tam jechać i się wyleczyć, ale ja nie chciałam narażać rodziców na dodatkowe koszta bo wiem, że nie jest im lekko, więc ciągle to odwlekałam. Nie wiem czemu, ale jakoś wpadł mi do głowy pomysł, by zacząć przyjmować jakieś antydepresanty. Moja psycha już tak mi siadała, że po prostu miałam dość życia, olałam tą vulvodynię i zwyczajnie chciałam poczuć się lepiej i w końcu trochę wyluzować, bo jestem człowiekiem strasznie lękliwym i te moje schizy mnie już wykańczały. Jak już kiedyś wspominałam, mogę sobie załatwiać różne leki (nie będę w to wnikać jak), więc stwierdziłam, że sobie jakieś załatwię sama, we własnym zakresie, bez konsultacji psychiatrycznej (na którą de facto nigdy bym się nie zdecydowała ze strachu). Zaczęłam czytać o tych lekarstwach i uznałam, że wybiorę jakiś lek z grupy SSRI, bo to leki nowszej generacji niż trójpierścieniowce z wieloma objawami ubocznymi. Ale potem wyczytałam, że są jeszcze leki z grupy SNRI, że są to antydepresanty o całkowicie innej strukturze niż reszta. I nie wiem czemu, ale jakoś tak uznałam, że wybieram wenlafaksynę. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego, po prostu… Coś mnie tknęło. Mówię co mi szkodzi wypróbować, jak nie pomoże na lęki i deprechę, albo będę się źle czuła, to przestanę przyjmować i tyle. Wzięłam na początku najniższą dawkę, 37,5mg i myślałam, że wystrzeli mnie z butów. Byłam niesamowicie pobudzona, jakbym się czegoś naćpała. A serducho kołatało niemiłosiernie. Oprócz tego doskwierała bezsenność. Ale powiedziałam sobie, że to przytrzymam. Następnie jak już wszystko się trochę ustabilizowało, zaczęłam zwiększać dawki, na 75mg, następnie na 112,5mg a teraz jestem na 150mg. I wiecie co się stało? Zorientowałam się, że mój ból krocza zaczyna zanikać!!! Minimalna poprawa nastąpiła już po najmniejszej dawce, coś niesamowitego. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Biorę ten lek już miesiąc czasu i ból zmniejszył się o jakieś 70%, to bardzo dużo. Zniknęło pieczenie i swędzenie, nie mam już dziwnych upławów i co najważniejsze, czerwony rumień ze stanem zapalnym wokół wejścia do pochwy bardzo wyblakł (widać jeszcze miejsca zaognione i niektóre punkty przy mocniejszym dotyku albo wbijaniu paznokcia nadal są bolesne, ale w porównaniu do tego co było, to jest fantastycznie. Kiedyś muśnięcie samym opuszkiem powodowało olbrzymi ból. Kiedyś też miałam ból przy wprowadzaniu tamponu, teraz go nie ma. Mogę włożyć do pochwy 3 a a nawet czasem 4 palce (tu w przedsionku), kiedyś bolał nawet 1. Byłam wręcz zdumiona. Nawet nie przypuszczałam, że skoro tak polecana Ami nie zadziałała, to zatrybi inny antydepresant. Ale potem przypomniałam sobie, że na jednej z anglojęzycznych stron wyczytałam, że alternatywą dla Ami i leków przeciwpadaczkowych jest właśnie wenla, chyba w podświadomości o tym musiałam pamiętać. Mam zamiar niedługo wejść na jeszcze wyższą dawkę by się przekonać, czy może być jeszcze lepiej. Nerwy zostały świetnie wyciszone, ale oprócz tego wyczułam, że mięśnie wewnątrz pochwy faktycznie są mega napięte i Dr Baszak miała tu rację. Gdy zrobiłam sobie taki masaż krocza to były miejsca, które powodowały dyskomfort i czuć było, że te tkanki rzeczywiście nie są rozluźnione, dlatego wymyśliłam sobie terapię dilatorami. Jest na necie taki komplet rozszerzaczy pochwy, są w 5 rozmiarach i mam zamiar sobie go zamówić i zacząć ćwiczyć. Minus jest taki, że są dosyć drogie (ok. 400zł, najtańsza oferta jaką widziałam to 330zł), ale nie jest mi szkoda, czuję, że to przyniesie dużą poprawę. Nawet nie wiecie jaka jestem szczęśliwa… Dziewczyny, nie poddawajcie się i też spróbujcie z wenlafaksyną (albo duloksetyną, też lek z tej kategorii), może którejś z Was akurat również pomoże. Trzymam za Was kciuki i będę się modlić za Wasze zdrowie, trzeba próbować wszystkiego bo nigdy nie wiadomo co akurat zadziała. Powodzenia w walce z chorobą!

    w odpowiedzi na: Gabinety Terpa #4392
    Anette_94
    Participant

    No teraz jest tak, że koszt samej terapii to 3100zł plus nocleg i wyżywienie jeśli się chce (w głównym poście pisałam). Za samą pierwszą wizytę u Dr Baszak zapłaciłam 360zł, chociaż recepcjonistka powiedziała przez telefon, że zapłacę 300zł. Nie wiem dlaczego tak… dobrze, że miałam przy sobie więcej kasy. Drogi ośrodek, no ale najważniejsze, że pomagają.

    w odpowiedzi na: Gabinety Terpa #4389
    Anette_94
    Participant

    @doleritedolerite, Czyli byłaś 3x na tej terapii 5 dniowej? Dlaczego tak, jedna to było za mało, by objawy ustąpiły?

    Hmm szczerze mówiąc do Terpy zniechęca mnie też trochę tam obecność fizjoterapeuty, który jest mężczyzną. Wolałabym, żeby to kobieta masowała, u faceta będę bardzo spięta i skrępowana i nie wiem czy przez to uda mi się rozluźnić. Boję się tego wszystkiego, tego, że się będę musiała obnażyć przed obcymi ludźmi i jeszcze ten ból… Jestem z natury człowiekiem bardzo lękliwym i wycofanym, więc znając siebie, nie wiem czy się zdecyduję. Ale dobrze kochana, że chociaż Tobie pomogli. Mogłabyś mi napisać jeszcze jak wygląda terapia z tym psychologiem?

    w odpowiedzi na: Wyleczylam sie:) #4383
    Anette_94
    Participant

    Menka12, Mam pytanie, jakie leki dostałaś od Dr Baszak? Mi zaproponowała tylko terapię RECOVER, wcześniej przyjmowałam Ami i nie było rezultatów i nie dziwiło ją to wcale, stwierdziła, że ból wynika z napiętych mięśni, podobnie jak u Ciebie. Na ile ta 5 dniowa wizyta w Terpie Cię wyleczyła? Bo zastanawiam się czy jechać i czy warto.

    w odpowiedzi na: Historia smutnego małżeństwa #4382
    Anette_94
    Participant

    Ja właśnie byłam 2 dni temu na wizycie w Terpie i zostałam w końcu zdiagnozowana i chyba też tam pojadę na terapię. p.2.0. nie poddawaj się, też odwiedź Dr Baszak Radomańską, ona Ci pomoże!

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4317
    Anette_94
    Participant

    U mnie Ami nie pomogła. Brałam ją jakieś 4 miesiące, tylko po pierwszej dawce 25mg wydawało mi się, że było trochę lepiej, ale to było złudzenie. Doszłam do 100mg i stwierdziłam, że odstawiam, skoro nie ma efektów. Jak ta kuracja zawiodła to zaczęłam powątpiewać w moją Vulvodynie, uznałam, że może mam jednak infekcję bo w posiewach czasem coś tam wychodziło. Ale zrobiłam ostatnio kompleksowe badania i wszystko jest super, jestem podobno okazem zdrowia. Już straciłam nadzieję na cokolwiek, będę się z tym chyba borykać do końca życia. Myślałam jeszcze o tych lekach przeciwpadaczkowych ale skoro Ami nie pomogła to z Gabą też cudów nie będzie. Nie dość, że cena droga to jeszcze znowu będę otępiała i poryje mi się psychika. Nie mam siły ani motywacji by walczyć z chorobą…

    w odpowiedzi na: Postępy w leczeniu #4316
    Anette_94
    Participant

    Jeśli o mnie chodzi, to jestem załamana. Ponad pół roku temu zaczęłam brać Ami i miałam nadzieję, że to mnie wyleczy, to była moja ostatnia deska ratunku. Ami jednak zawiodła. Doszłam nawet do dawki 100mg, ale tak naprawdę od dawki 25mg (gdzie miałam wrażenie, że odrobinę pomaga), nie działo się nic korzystnego, cały proces leczniczy jakby się zatrzymał. Zaczęłam wtedy myśleć, że może jednak nie cierpię na Vulvodynię, tylko mam przewlekłą grzybicę (bo od infekcji jakby nie patrzeć wszystko się zaczęło). Przez cały okres trwania choroby (to będzie już 2,5 roku) z wymazów zwykle coś się hodowało – najczęściej bakterie typu Coli, Klebsiella, Proteus Mirabilis czy Enteroccocus. Sporadycznie grzyb (ale gdy zrobiono mi kolejny wymaz by określić jego typ, grzyb magicznie zniknął, chociaż nie brałam w tym czasie żadnych leków). Niedawno postanowiłam ostatni raz zrobić sobie wymazy, zrobiłam czystość pochwy i co się okazało? Wyniki są podobno idealne. Co więcej, uważam, że mój stan zdrowia znacząco się pogorszył – od jakichś 2 miesięcy nie mogę założyć tampona bo odczuwam wówczas niesamowite swędzenie (dodam, że wcześniej tego nie było). Szczerze mówiąc żałuję, że wyniki są dobre bo gdyby coś wyszło, to przynajmniej bym próbowała jakoś działać i ogarnęła sobie jakiś lek a tak? Nie mam pojęcia co robić. Próbowałam już chyba wszystkiego i przez te niepowodzenia mam ogromnego doła… Ostatnio zaczęłam czytać jeszcze o zbyt dużym napięciu dna miednicy i chciałabym zacząć w tym kierunku jakieś ćwiczenia, ale już chyba nawet sama nie wierzę, że to przyniesie jakiekolwiek pozytywne rezultaty. Straciłam nadzieję…

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4185
    Anette_94
    Participant

    A to ciekawe… Myślałam, że to mógł być jeden z aspektów, które nasze problemy łączą. Ale wychodzi na to, że cykl to jednak błędny trop, widać każda kobieta ma inaczej.
    Ja się załamałam, myślałam, że jak wezmę Ami to w końcu moje problemy się skończą tu takie rozczarowanie… Tyle się naczytałam o tym leku dobrego, że liczyłam na pełne wyzdrowienie, traktowałam tę tabletkę jak moje wybawienie a tu klops… Najgorsze jest to, że ta choroba tak naprawdę przekreśla prawie całkowicie życie uczuciowe, żaden dorosły facet nie będzie z kobietą bez seksu, nie oszukujmy się… Czy bym chciała czy nie to już inna kwestia, ale ta świadomość, że się nie da jest okropna i strasznie dołująca.

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4183
    Anette_94
    Participant

    Emilko mi Ami pomogła całkiem sporo, bo jednak ból w jakimś stopniu zniwelowała, ale było to podczas pierwszych 2- 3 tygodni leczenia jak przyjmowałam niewielką dawkę (25mg albo 35, nie pamiętam). Potem sukcesywnie zwiększałam dawki ale postęp się zatrzymał i już więcej boleć nie przestało. Ale jeszcze się nie załamuje, pobiorę ją jeszcze ze 2 miesiące bo akurat ja na nią reaguje znakomicie (mam na myśli objawy uboczne, są minimalne). Zastanawiam się jeszcze nad tą Gabapentyną, możliwe, że wdrożę leczenie również tym specyfikiem. Załatwiłabym sobie tę maść bez problemu gdyby nie to, że jest robiona na zamówienie. Doustnie jednak drugich takich silnych leków bez konsultacji z lekarzem boje się równolegle brać… Wiecie co jeszcze zauważyłam? Że dużo też zależy od dnia cyklu. Najmniejszy ból jest podczas miesiączki i tuż po niej (wtedy Ami i Lidokaina wystarcza by w 100% przestało boleć) a im dalej, tym ból się nasila i Lidokaina już tego dyskomfortu w całości nie niweluje. Też tak macie?

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4181
    Anette_94
    Participant

    Cześć Kasiu, ja też używałam Oekolp bo wyczytałam, że w walce z vulvodynią pomagają kremy i globulki estrogenowe. Użyłam 2 czy 3 razy i miałam takie szczypanie i podrażnienie jak chyba jeszcze nigdy w życiu, objawy nasiliły się w niesamowitym stopniu. To samo mam po różnych maściach sterydowych typu Elocom czy Tiaderm. Masakra. Podobnie jest jak umyje miejsca intymne bardziej drażniącymi substancjami niż np. Biały Jeleń. Ratuje się tylko Ami i Lidokainą chociaż efekty nie są w pełni zadowalające. Już mi ręce opadają na to wszystko…

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4176
    Anette_94
    Participant

    Jestem już od jakiegoś 1,5 miesiąca na Amitryptylinie, od tygodnia lub trochę więcej biorę najwyższą dawkę, czyli 75mg. Ból nadal jest, chociaż nie powiem, bo zmniejszył się o jakieś 60-70% w porównaniu do tego co było, ale od dawki 50mg nie ma żadnych postępów, ból się ustabilizował i nie chce zniknąć całkowicie. Zastanawiam się czy nie zwiększyć dawki do 100mg bo na jakiejś stronie wyczytałam, że przeciętna kobieta chora na vulvodynię przyjmuje dawkę ok. 60mg, ale niektóre potrzebują o wiele więcej, właśnie 100mg. Na mnie ogólnie Ami zaczęła działać od dawki 50mg, dopiero wtedy pojawiły się nieprzyjemne objawy uboczne typu suchość w gardle itp. bo wcześniej nic kompletnie nie czułam. Oprócz tego wczoraj wróciło mi mega szczypanie. Byłam w szpitalu ostatni tydzień bo dopadła mnie rwa kulszowa no i moje dbanie o higienę było trochę ograniczone (podcierałam się głównie wilgotnymi chusteczkami) a potem umyłam okolice intymne żelem pod prysznic i strasznie mnie piecze i boli znowu… Zastanawiam się też czy nie złapałam po prostu grzyba albo bakterii bo doszły do tego nieprzyjemne upławy. Kupiłam sobie pałeczki kwasu mlekowego i Clotrimazol i próbuję to zniwelować ale dziadostwo nadal doskwiera. Czy od dużej ilości leków przeciwbólowych typu Ketonal, Tramadol albo Mydocalm też można złapać infekcję intymną jak po antybiotykach? A jak zaaopikuje jakiś lek na receptę dopochwowo to przecież znowu wszystko podrażni i będzie błędne koło. Mi już ręce opadają całkowicie, Ami dała mi jakąś nadzieję a teraz znowu mam doła…

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4065
    Anette_94
    Participant

    Agaa – u mnie było identycznie, tak jak piszesz. Zaczęło się od infekcji, najprawdopodobniej grzybiczej. Dostałam leki w ciemno, ginekolog przepisała mi globulki. Infekcja niby minęła, ale zaczerwienie i ból przedsionka pochwy pozostały. Ja sama się zdiagnozowałam i nie mam potwierdzenia od lekarza. Zastanawia mnie jeszcze to, że u mnie w wymazach wychodziły jakieś bakterie, raz była to np. Coli ale po antybiotyku z antybiogramu i tak objawy nie przeszły. Potem miałam kolejny posiew i wykryto zupełnie inne bakterie, np. Klebsiella Pneumoniae i Proteus Mirabilis, potem kolejne antybiotyki i nadal lipa. W końcu jedna ginekolog wpadła na pomysł, żebym przez miesiąc czasu aplikowała sobie tylko liczne pałeczki kwasu mlekowego, żeby odbudować naturalną florę ale to też nie pomogło, nawet od Lactovaginalu mnie mocno szczypało. Potem zmieniłam lekarza i zamiast bakterii wyszły grzyby. Potem miałam bardziej szczegółowe badania bo chciała zobaczyć jaka to odmiana grzyba, ale nic nie wyhodowano, rozumiecie? I tak wkoło… Nie mam żadnych objawów infekcji, śluz, zapach w porządku itp. Tylko lekko zaczerwieniony przedsionek pochwy i ogromny ból przy dotyku. Wybrałam cały arsenał najprzeróżniejszych leków, ale pamiętam, że objawy najbardziej zaostrzały sterydy, szczególnie Elocom i miejscowe estrogeny (Oekolp). Czułam się po tym tragicznie. Zastanawiam się jeszcze czy nie sięgnąć po globulki Betadine, jod podobno wszystko wybija. Ale teraz jestem na Ami i nie wiem czy jest sens znowu podrażniać delikatną śluzówkę…

    zalamana1984 – Hmm u mnie osobiście nie ma bólu przy siusianiu. Jeśli chodzi o te sprawy to wszystko jest ok, robiłam nawet badanie moczu dla pewności, ale wyszły prawidłowo, żadnych bakterii.

    w odpowiedzi na: Choroba a noc/sen? #4064
    Anette_94
    Participant

    Ja nie zauważyłam osobiście takiej zależności. Ale myślę, że cykl odgrywa duże znaczenie, przed miesiączką objawy się nasilają. No i oczywiście od stosowania różnych globulek dopochwowych, leki działają fatalnie. Ostatnio zaaplikowałam sobie estrogeny miejscowe, bo one podobno odbudowują śluzówkę – myślałam, że zdechnę, po niczym mnie tak nie piekło jak po tym…

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4056
    Anette_94
    Participant

    Dałaś przykład z prostytutkami a ja np. w ogóle nie zaczęłam życia intymnego i ta choroba odbiera mi najlepsze lata życia. Nie można wejść w żaden związek bo który facet byłby z kobietą bez seksu? No właśnie. Jestem skazana na bycie samą, to bardzo przykre. Jeszcze rodzina ciągle pyta czy mam jakiegoś kandydata na oku a mi się chce ryczeć i odczuwam wtedy straszną złość. Jestem bezsilna i przez VV czuję się mało kobieca.

    Co u mnie? Od 3 dni biorę dawkę 60mg i mój stan się pogorszył, zaczęło mnie piec i wszystko wróciło do normy. Myślałam, że jak zwiększę dawkę z 50mg na o 10 więcej to postęp będzie sukcesywnie wzrastał a tu taki psikus… nie wiem co mam robić. Wrócić do poprzedniej dawki czy to przetrzymać i powoli zwiększać do 75mg? Strasznie mnie to podłamało, chyba nie ma już dla mnie ratunku…

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4042
    Anette_94
    Participant

    Właśnie. Antydepresanty trochę działają, w jakimś stopniu zminimalizowały mój ból, ale nadal czuję dyskomfort przy dotyku, tyle,. że o jakieś 50% mniejszy. Wzięłam dzisiaj po raz pierwszy dawkę 60mg, już niedługo będę przyjmować pełną dawkę (czyli 75mg) i jestem bardzo ciekawa, czy to całkowicie mnie wyleczy czy postęp się zatrzyma na obecnym etapie. Za mną już 3 tygodnie brania Ami i szczerze mówiąc zaczynam się martwić, że lepiej już nie będzie… Te leki przeciwpadaczkowe pewnie też dałabym radę sobie załatwić, ale jakoś się ich obawiam o wiele bardziej niż Ami, nie chcę sobie zrujnować organizmu. Dlaczego musimy cierpieć na tę okropną chorobę, czemu nam się to przytrafiło?

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4034
    Anette_94
    Participant

    Ja się sama zdiagnozowałam, moje problemy zaczęły się ze 2-2.5 roku temu, oczywiście od infekcji grzybiczej. Chodziłam od lekarza do lekarza, infekcji się pozbyłam, ale ból i zaczerwienie przedsionka pochwy nie minęły. Wpisałam więc odpowiednie hasło w google i wyskoczyła nazwa vulvodynia. Ami biorę całkowicie na własną odpowiedzialność, udało mi się załatwić leki, więc postanowiłam spróbować. Efekty leczenia są, więc uznaję swoją diagnozę za trafną. Nasza choroba jest w Polsce praktycznie nieznana, większość ginekologów przeciera oczy ze zdumienia gdy się powie o tym schorzeniu, dlatego uważam, że lepiej iść z tym problemem chyba jednak do neurologa.

    Music1 – czyli rozumiem, że Ami Cię nie wyleczyła? Ile czasu w sumie ją brałaś? (tj. tą największą dawkę i ile czasu z niej schodziłaś)? Chciałabym pobrać ją ewentualnie przez kilka miesięcy i sobie odpuścić a nie, że całe życie będę się faszerować prochami., to mija się z celem…

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4025
    Anette_94
    Participant

    Na mnie osobiście Lidokaina nie działa jakoś rewelacyjnie, jak nią posmaruję to i tak odczuwam duży dyskomfort, działanie znieczulające jest raczej znikome. Emla lepsza.

    Wgl mam wrażenie, że Ami działa, tylko, że na ten moment zniwelowała ból jakby z zewnętrznej części błony śluzowej, natomiast jak dotknę w konkretnych miejscach mocniej, albo wbiję paznokieć, to ból nadal jest, jakby w dalszych tkankach. Odkąd zaczęłam brać 50mg (czyli 3-4 dni), to coraz bardziej odczuwam skutki uboczne leku. Po pierwsze, dopiero od tej dawki stałam się senna, rano jak wstaję do pracy to jestem nieprzytomna, muszę wypić mocną kawę żeby w ogóle normalnie funkcjonować. Po drugie, pojawiają się bóle głowy (nie wiem czy to akurat od leku czy zwykły przypadek). I po trzecie, stałam się jakaś drażliwa i humorzasta. Łapię coraz większe doły, paradoksalnie lek wpędza mnie w dziwną depresję (mam niepokojące myśli, autodestrukcyjne). Nie wiem co to będzie jak wezmę dawkę 75mg, chyba padnę…. perspektywa brania tych leków przez kilka miesięcy zaczyna mnie przerażać i obawiam się, że może mi to zryć psychikę. Czy miałyście podobne doświadczenia po tych tabletkach?

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4021
    Anette_94
    Participant

    No spróbuj koniecznie z Emlą, bo naprawdę o wiele lepiej znieczula. Ona ma 2,5,% roztwór lidokainy i taki sam prylokainy, naprawdę jest spoko. Tylko cena nieciekawa, za tubkę 5g zapłaciłam ok 30zł, takie opakowanie 30g kosztuje około stówki spokojnie. No ale jeśli ma pomagać na nasze schorzenie to nie warto żałować pieniędzy, najważniejsze, żeby działała.

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4018
    Anette_94
    Participant

    Jeśli chodzi o lidokainę to mi jakby trochę zmniejszyła ból na stałe, ale np. jak się nią posmarowałam a potem sprawdzałam jak działa, to nadal odczuwałam dyskomfort, więc jednak ta maść 2% jest za słaba by całkowicie uśmierzyć ból. Polecam za to Emlę, ona ma oprócz lidokainy w swoim składzie jeszcze jakąś inną substancję znieczulającą i jest mocniejsza.

    Ale wracając do Ami… kiedyś nie mogłam bez bólu włożyć tampona a teraz już mogę to zrobić, jak go aplikuję to jest trochę lepiej. Trochę jestem skołowana bo już sama nie wiem czy to faktycznie leki pomagają czy to może moja sugestia i ogromne pragnienie aby tak się stało. No nic, będę brała dalej Ami i za jakiś czas napiszę o efektach. 2 tygodnie to może zbyt mało aby oczekiwać cudów, dam znać co i jak po miesiącu stosowania. Wtedy można będzie już coś więcej powiedzieć o jej faktycznym działaniu.

    w odpowiedzi na: Amitryptylina #4016
    Anette_94
    Participant

    Zaczęłam leczenie Ami 2 tygodnie temu. Pierwsza dawka jaką wzięłam to było 10mg. Sporo naczytałam się o skutkach ubocznych i strasznie bałam się, że będę senna (a nie mogę sobie na to pozwolić ze względu na pracę). Na szczęście po tej dawce nic nie odczułam. Po 3-4 dniach przeskoczyłam na 20mg, 25mg , następnie 35mg a od wczoraj biorę już 50mg. Dopiero przy tej dawce poczułam lekkie otępienie, ale po mocnej kawie wszystko przeszło. Myślę, że poprzyjmuję tę porcję jakieś 2-3 tygodnie zanim będę ją jeszcze zwiększać, nie chcę też przeginać bo biorę leki na własną odpowiedzialność. Jeśli chodzi o powodzenie kuracji to mam wrażenie, że ból jakby trochę się zminimalizował, ale nadal go odczuwam. Wcześniej używałam trochę lidokainy i ona też chyba mi łagodziła objawy. Czy po 2 tygodniach powinnam obserwować już pełny efekt terapeutyczny? Czy to za krótko? Pozdrawiam.

    w odpowiedzi na: Współistniejące zaburzenia psychiczne #3950
    Anette_94
    Participant

    Mi się wydaje, że ta choroba jednak ma związek z psychiką albo przynajmniej ze stresem. Ja nie jestem na nic zdiagnozowana, ale od dziecka byłam mocno nieśmiała i wiele rzeczy mnie zawstydzało. Podejrzewałam u siebie fobię społeczną. Fatalnie też radzę sobie ze stresem – wiele sytuacji wywołuje u mnie strach taki, że aż się trzęsę. Teraz, w wieku dorosłym trochę się wyrobiłam i jakoś sobie radzę, ale ogólnie jestem takim typem człowieka, który wszystko kumuluje w środku i możliwe, że to się w końcu na mnie odbiło. Podobno wiele kobiet z vulvodynią właśnie taka jest, to chyba nie jest przypadek.

    w odpowiedzi na: Maści do stosowania podczas seksu-tylko na recepte? #3949
    Anette_94
    Participant

    Podobno pomaga maść Lignokaina/Lidokaina – żel 2%. Możesz też spróbować Emlę (5%). Te leki są na receptę, ale ja osobiście kupiłam bez, mam taką aptekę u siebie w mieście, która większość leków sprzedaje bez recepty. Popytaj w jakichś aptekach na uboczu, może Ci się uda.

Przeglądasz 25 wpisów - 1 do 25 (z 30 w sumie)

Ostatnia modyfikacja: 9 lutego 2015